Otwarcie Browaru Gzub oraz rozmowa z Wiktorem Staszewskim

28 października miało miejsce długo oczekiwane wydarzenie – Browar Gzub z Annopola koło Środy Wielkopolskiej w końcu został otwarty. Miałem przyjemność odwiedzić browar w dniu celebracji uruchomienia działalności oraz porozmawiać z Wiktorem Staszewskim, jednym z jego przedstawicieli.

Gdy dotarłem na miejsce impreza trwała już w najlepsze. Społeczność, jak to na tego typu imprezie, była dosyć zróżnicowana – począwszy od lokalnych władz, znajomych z okolic, kończąc na reprezentantach zaprzyjaźnionych browarów w tym Harpaganów oraz Golemów. Impreza miała charakter przyjęcia, gdzie oprócz serwowania debiutanckiego piwa Gzuba można było również spróbować swojskich oraz przede wszystkim lokalnych wyrobów.

Gwoździem programu było oczywiście premierowe piwo Saison. Jest to niesamowicie pijalny, sesyjny oraz klasyczny reprezentant stylu. Pije się go wyśmienicie i jeżeli tylko go dorwiecie gdziekolwiek to polecam brać. Tym bardziej, że butelki są 0.33 i w sklepach można je dostać za cenę między 5 a 7 zł.

Na samą imprezę trafiłem z zaproszenia Wiktora Staszewskiego – znanego piwowara, laureata m. in. Kuźni Piwowarów 2016. Oprowadził mnie on po browarze i znalazł czas by odpowiedzieć na kilka pytań.

Hoppy Hours: W końcu się udało! Hasztag #jeszczemiesiąc nie ma już racji bytu. Jak długo ostatecznie trwała budowa browaru?

Wiktor Staszewski: Jakby wyliczyć dokładnie, to wychodzi 1853 dni czyli ponad pięć lat. Pomysł był rzucony w trakcie śniadania wielkanocnego w 2012 roku, czyli jak kraft się w zasadzie zaczynał – Pinta miała już swoje pierwsze uwarzone piwo, a my niewiele później myśleliśmy o tym ,by otworzyć swój mały browar rzemieślniczy. Można powiedzieć, że z kraftem byliśmy na bieżąco.

Nie jest tajemnicą, że wpływ na czas budowy miało to, że budowaliście browar wyłącznie z własnych środków. Również w kwestii instalacji w browarze jest to w dużej mierze samodzielna konstrukcja. Czym się inspirowaliście?

Cały pomysł zrodził się na pierwszych wyjazdach. Pojechaliśmy do Belgii i tam odwiedziliśmy kilka browarów. Były to jednak dosyć duże browary, które wybijały po 10 do 15 tys. hl rocznie. Trafiliśmy w końcu do takich warzących po 1000-1500 hl w roku, by ostatecznie dotrzeć do Brasserie La Rulles, gdzie właścicielem jest Gregory Verhelst. Gdy tam zajechaliśmy to właściwie jeszcze nie do końca wiedzieliśmy czego chcemy. Akurat trwał pierwszy rozlew na nowej linii, a Gregory znalazł dla nas czas by pogadać chwilę. Porozmawialiśmy może pół godziny czy z godzinę i tak zaczęły się te przyjaźnie belgijskie nawiązywać.

Odwiedziliśmy także browar De Molen w Holandii, zawitaliśmy również w kilku duńskich czy francuskich browarach. Ostatecznie to jednak Belgię podpatrzyliśmy najbardziej, oni nie pracowali na typowych tankach stożkowych tylko takich po mleku. Jak się okazało, takie rozwiązanie jest bardzo atrakcyjne cenowo. W zasadzie to mocno przekopiowaliśmy rozwiązania właśnie z browaru La Rulles. Dla firmy, która ten sprzęt robiła u nas, to było też duże wyzwanie, ponieważ oni dotychczas tworzyli instalacje na 500 czy 1000 litrów. My daliśmy im zadanie na 4000, więc mieli co robić. No i oczywiście przerabianie tego wszystkiego, pozwolenia, Główny Urząd Miar, papierologia – to wszystko zajęło swoje i miało wpływ na czas budowy browaru.

Czyli ostatecznie jakie macie wybicie, jakie są parametry browaru?

Warzelnia ma 40 hl, ale piwa wybijamy tak 37-38 hl. Do tego wiadomo – straty na fermentacji, chmieleniu na zimno czy rozlewie. To są rzeczy, których uniknąć się nie da. Finalnie jesteśmy w stanie 3300 litrów zabutelkować i zakegować z jednej partii.

Browar w dużej mierze jest browarem rodzinnym. Kto wchodzi w skład ekipy browaru i jaki jest podział obowiązków?

Tata (Robert Staszewski) jest szefem – pilnuje nas, by to wszystko się nie rozlazło 🙂 Mama (Katarzyna Staszewska) to przede wszystkim księgowość i faktury, mój kuzyn (Jan Staszewski) jest głównym piwowarem i technologiem. Moja siostra (Aleksandra Staszewska) wprawdzie jeszcze jest na studiach, ale w planach jest, by była odpowiedzialna za drożdże i ich propagowanie, zobaczymy co z tego wyjdzie. Pomaga nam również przy warzeniu czy rozlewie. Na samym końcu jestem ja, czyli osoba z jednej strony odpowiedzialna za warzenie i receptury, ale głównie moim zadaniem jest sprzedaż i poszukiwanie klientów.

Jaka jest Wasza wizja działalności browaru? Jakie macie pomysły i inspiracje co do Waszych piw?

Przede wszystkim skupienie się na lokalnym rynku. Głównie Wielkopolska, ale oczywiście fajnie się będzie też pokazać gdzieś w Warszawie, Gdańsku, Szczecinie czy Katowicach, więc nie będziemy się starali w żaden sposób zamykać na Polskę. Eksport to jakieś dalekosiężne plany, póki co koncentrujemy się na naszym poznańskim fyrtlu i okolicach.

Jeśli chodzi o piwa to nie mamy jakiegoś konkretnego targetu, będą to raczej 4-6 piw stałej produkcji. Wiadomo, że mogą się pojawić kiedyś przysłowiowe ‚sztosy’, ale na przykład kwasów nie będziemy robić – nie czujemy się w tym, a są osoby w Polsce, które dobre kwasy robią. No i tym bardziej nie mamy po prostu warunków by wszystko szczelnie zabezpieczyć, mamy w końcu otwartą fermentację. Wiadomo, że eksperymenty w tym zakresie pewnie będą, ale to raczej w dłuższej perspektywie, może za 10 lat jak nam się znudzi to co robimy cały czas. Do tego pulpy owocowe, herbaty czy jasne piwo z kawą – nas to nie kręci, ale może jak przyjdzie lato to uwarzymy Grodziskie z truskawkami? Sąsiad truskawki ma, może uda się to akurat wykorzystać 🙂

Dodam jeszcze, że oczywiście będą też kolaboracje. Mogę Ci zdradzić, że mamy dogadaną na luty/marzec pierwszą współpracę zagraniczną.

Pierwsze piwo, które wyszło z Annopola to Saison. Co będzie następne?

Mamy uwarzoną pszeniczną APĘ, którą w tym tygodniu będziemy butelkować. Na leżaku jeszcze jest Stout Owsiany, może jeszcze Amerykańska IPA w tym roku będzie uwarzona.

Moją uwagę przykuło również Wasze wsparcie lokalnych inicjatyw, mianowicie Wasza współpraca z klubem piłkarskim Polonia Środa Wielkopolska.

Współpraca się już pojawiła zanim produkowaliśmy piwo. Moi rodzicie mieli firmę, gdzie handlowaliśmy trochę węglem i wtedy byliśmy już sponsorami klubu sportowego, a teraz pojawiła się również możliwość współpracy od strony browaru. Klub przygotował nam taką przyczepę do wyszynku, która jest obklejona naszym logiem oraz hasłem „Dobre piwo, dobrzy ludzie”. Mamy w tym momencie wyłączność jeśli chodzi o piwo lane podczas meczu. Polonia jeszcze gra w III lidze, dlatego nie brane są pod uwagę przepisy o imprezie masowej – nie ma tego ograniczenia, mówiącego że piwo ma mieć do 3,5 % zawartości alkoholu. Gorzej się zrobi jak awansują do II ligi, bo tam już jest ten obowiązek i będziemy musieli wtedy wybijać Grodziskie albo jaką Session IPĘ 🙂 A jest ryzyko awansu, bo obecnie 6 miejsce w lidze, a sezon jeszcze długi.

Mam nadzieję, że organizacja Craft Beer Camp po uruchomieniu browaru nie jest zagrożona?

Broń Boże! Myślę, że jego ranga teraz wzrośnie, skoro mamy już swój własny browar. Będziemy starali się rozszerzać formułę festiwalu i chcielibyśmy, by jeszcze kilka browarów do nas dołączyło. Najlepiej, aby nie były to browary z drugiego końca Polski tylko właśnie z regionu. W ten sposób możemy też promować okoliczny kraft Wielkopolski.

A na innych festiwalach będzie można Was spotkać?

Nie, nie planujemy jeździć po festiwalach. Tym bardziej, że bardzo rzadko obecność na nich się zwraca, nie mówiąc już o jakimkolwiek zarobku. Tak jak wspomniałem, nam zależy głównie na działalności lokalnej, a festiwale to w sumie tylko marketing.

Dzięki Wiktor za rozmowę, wszystko zapowiada się obiecująco i wychodzicie na naprawdę unikatowe przedsięwzięcie w skali kraju. Wszystkiego dobrego oraz powodzenia!

Dzięki!

Polub i udostępnij: