[Klasyka] Rowing Jack z AleBrowaru

To był spory hit ostatnich dni. AleBrowar zaskoczył i uderzył jak grom z jasnego nieba. Rowing Jack – piwo kultowe, jeden z pierwszych w historii powszechnie cenionych India Pale Ale na polskim rynku pojawił się w Lidlu. Podobnie jak dla wielu kraftopijców ma on wyjątkowe znaczenie również i dla mnie, ponieważ było to pierwsze piwo kraftowe jakie kiedykolwiek wypiłem.

W 2014 roku, kiedy pierwszy raz spotkałem się ze słynnym piratem, był on szokująco wyrazisty oraz agresywny ze swoją goryczką. Wprawdzie od razu mnie nie urzekł, ale na pewno otworzył horyzonty i pokazał, że można inaczej. Teraz mamy drugą połowę 2017 roku, a AleBrowar swój flagowy produkt wprowadził do znanego i popularnego dyskontu. Jest to spory krok, o którym wielu miłośników kraftu od dawna marzyło. Postanowiłem więc sprawdzić w jakiej formie do Lidla trafił Rowing Jack, ponieważ wiele głosów w środowisku napominało o tym, że z produktami AleBrowaru bywało ostatnio naprawdę różnie.

Ostatnio opinia o formie weteranów polskiej sceny browarów rzemieślniczych zmieniała się niczym sinusoida. Najpierw mówiło się o koncentrowaniu sił na budowie browaru, następnie o konieczności odczekania na opanowanie nowego sprzętu i warunków, które w Lęborku powstały. Również AleBrowar dopadał powszechny syndrom nierówności warek w polskim krafcie – szczególnie w kwestii flagowych produktów. Niektórzy zwracają również uwagę, że w Lidlu przechowywanie piwa może być również dalekie od ideału. To wszystko budzi powszechną ciekawość, jak będzie prezentował się ten klasyk dostępny w ofercie marketu.

Jednak czy nawet niekoniecznie perfekcyjnie wykonany Rowing Jack nie będzie dla osób niezaznajomionych z kraftem wystarczająco zaskakujący? Oczywiście, że tak. Dlatego osobiście szanuję posunięcie AleBrowaru, bo zrobili spory krok do powiększenia świadomości na temat piwa wśród społeczeństwa. Jako beergeek oczywiście liczę na to, że forma klasyka będzie także satysfakcjonowała podniebienia bardziej doświadczonych piwnych wyjadaczy.

Czas w końcu na spróbowanie. Warka, którą zakupiłem datowana jest na 07.02.2018 r. Już przez samą butelkę widać, że piwo jest praktycznie idealnie klarowne, naprawdę minimalnie opalizujące. Barwa złocista, po przelaniu do szkła utworzyła się piękna, biała, drobnopęcherzykowa piana. Prezencja zdecydowanie bez zarzutów.

Aromat nie jest jakoś specjalnie intensywny, ale wyraźnie chmielowy – z całej zastosowanej mieszanki amerykańskich chmieli wybijają się akcenty leśne oraz żywiczne, cytrusy raczej na drugim planie. Choć typowego dla tej nuty Mosaica w składzie brak, to obecna jest też delikatna nafta. Żadnych niepożądanych zapachów nie ma, jest naprawdę obiecująco.

Czas w końcu na pierwszy łyk. Tutaj małe zaskoczenie, ale to może ze względu na mój wyrobiony język – mam wrażenie, że goryczka jest naprawdę na niskim poziomie. Drugi łyk, trzeci łyk… nie, jest w porządku. Ba! Nawet bardzo w porządku. Goryczka jest przyjemna i krótka, nie zalega i ma charakter grejpfrutowy. Profil smakowy jest zdecydowanie chmielowy, ciało oraz wysycenie zdecydowanie takie jak powinno być.

Z wielką radością mogę napisać, że czuć w piwie świeżość oraz jest naprawdę dobre. Pije się je łatwo i z przyjemnością, wytrawny charakter daje fajną dawkę orzeźwienia. No nie ma też karmelu, o którym niektórzy również wspominali przy ostatnich warkach.

Oczywiście niczego ono mi nie urwało, bo nie jest one dla mnie po tylu latach obcowania z piwem rzemieślniczym żadnym zaskoczeniem. Niemniej z zadowoleniem mogę potwierdzić, że to spory zastrzyk nowych wrażeń dla każdego, kto pierwszy raz się z nim zetknie, a i nawet beergeek powinien być zaspokojony. Ciekawe tylko jak będzie smakować za jakiś czas. Póki co można brać śmiało i cieszyć się z kultowej pozycji naprawdę w dobrej formie.

Polub i udostępnij: