Browar Kingpin & Monyo Brewing – Mahna Mahna (Bidi Bidibi)

Dawno nie miałem okazji próbować niczego z Kingpina. Jakoś ostatnio nic nie zwracało mojej uwagi, no może oprócz Mango Rising, na które ciągle jeszcze poluje. Niemniej udało mi się trafić na świeży owoc innej ich kooperacji, tym razem z węgierskim browarem Monyo Brewing.

Piwa naszych bratanków miałem okazje sprawdzić będąc w Budapeszcie. Wspominam ich pozytywnie, choć bez wyraźnego efektu „wow”. Dlatego w sumie byłem ciekaw jak wyjdzie owoc ich pracy z naszym rodzimym browarem. A wynik tej współpracy na pierwszy rzut oka wydaje się naprawdę ciekawy.

Pierwszym obiektem ciekawości jest nazwa, nawiązująca do słynnego utworu rodem z The Muppet Show. Jednak co Mahna Mahna właściwie oznacza? Jak to na etykiecie autorzy zaznaczają: Who cares? Co do właśnie etykiety, to ta wg mnie jest udana – mimo, iż nie brakuje na niej cukierkowych motywów, to ani nie jest przekoloryzowana czy „przesłodzona”, ani nie podnosi mi wskaźnika żenuncjometru. Zwyczajnie mi się podoba i tyle.

Styl jaki reprezentuje to piwo zdecydowanie trafia w obecne trendy, jest to Vanilla Milk New England IPA. Jednak momentalnie zaskakujące są parametry tego piwa, ponieważ ma 20,2 stopnia Plato oraz zaledwie 6,6 % zawartości alkoholu. Jedno jest pewne – słodycz będzie spora. Ekstrakt sugeruje, że do czynienia będę miał z Double NEIPA, choć pewnie 3 albo 4 BLG wynika z zastosowanej laktozy. Ciała dzięki płatkom owsianym i pszenicznym również nie powinno brakować, ciekawe jak w tym wszystkim zagra również wanilia.

No to przejdźmy do rzeczy. Barwa pomarańczowa, piany nawet przy wymuszeniu wytworzyło się stosunkowo mało, ale zostawiła na szkle ładną koronkę. Jak na deklarowany styl to zdecydowanie za mało mętne, jest za to wyraźnie opalizujące (dolanie osadu z dna trochę pomaga i czyni je bardziej hazy). Choć nie stylowo, to wygląda naprawdę apetycznie.

Pierwszy niuch z butelki i tam bogactwo amerykańskiego chmielu – bardzo przyjemny, owocowo-cytrusowy aromat. Po przelaniu do szkła zmienia on trochę swoje oblicze, bo wychodzi więcej nut słodowych, nawet delikatnie przyprawowych. Wanilii na razie nie czuję, generalnie jest bardzo słodko, ale nie do końca tak jak w NEIPA się to objawia.

Przejdźmy więc do odczuć smakowych. Tutaj zaskoczenia brak, od początku uderza spora słodycz. W smaku obecne są tropikalne owoce, główne wybija się mango. Gdy weźmie się głębszy łyk, to wtedy najwyraźniej czuć wpływ laktozy – uzyskujemy wtedy takie delikatnie jogurtowe odczucie. Słodycz w tym piwie naprawdę uderza, jest też minimalnie karmelowa bym powiedział.  Po poszukiwaniach znalazłem i wanilię, ale naprawdę subtelnie się objawia (a może to tylko autosugestia). Goryczka niska w kierunku średniej, trochę nut żywicznych i iglastych również jest obecnych.

Szczerze mówiąc to spodziewałem się, że to piwo będzie słodkie, ale jednak gładki charakter NEIPA zwiększy jego pijalność. Jednakże jest ono dosyć ciężkie, tej aksamitności i oczekiwanego odczucia w ustach trochę wg mnie brakuje. W ślepym teście to bym stwierdził, że to jakiś lżejszy i bardzo dobrze ułożony…wheat wine.

Mimo tego, że piwo wg mnie nie jest zgodne z deklarowanym stylem, to jest naprawdę dobre. Pije się je z przyjemnością, choć ciężar raczej odbiera mu tego co wielu po New England IPA oczekuje – możliwość wypicia go jak szklanki soku. Pomijając to wszystko i oceniając je obiektywnie, to naprawdę mi smakowało i śmiało mogę je polecić. Jedynie należy wziąć poprawkę, że New Englanda nie ma się co po nim spodziewać. Według mnie bliżej mu do Milkshake Double IPA, choć naprawdę nie chcę już się czepiać tej niestylowości. Bo skoro piwo jest dobre oraz smakuje, to najważniejsze kryterium spełnia, czyż nie?

Polub i udostępnij: