Blogerzy & Brokreacja – warzenie The Blogger 2017

To było jedno z najbardziej wyczekiwanych wydarzeń w moim tegorocznym blogerskim kalendarzu. Tym bardziej, że w zeszłym roku, gdy moje blogowe zapędy były w bardzo początkowym stadium, dowiedziałem się o warzeniu pierwszej edycji Bloggera po fakcie.

Jakże spore było moje rozczarowanie gdy okazało się, że wydarzenie zbiegło się z Przystankiem Woodstock. Mimo to nie odpuściłem i stwierdziłem, że dam radę to pogodzić. W ten sposób niemalże bezpośrednio z Kostrzyna, udałem się do dawnej stolicy naszego kraju.

4 sierpnia w piątkowe popołudnie ok. godz. 15:00 pożegnałem się z Woodstockiem, na którym miałem przyjemność bawić się od środy. Po niekoniecznie przyjemnej podróży udało mi się dotrzeć do domu, gdzie miałem ok. 40 min na ogarnięcie się. Z tego powodu zostawiłem w Poznaniu kartę pamięci do aparatu… Stąd też takie a nie inne zdjęcia. Po szybkiej wizycie w mieszkaniu pojawiłem się o 22:00 ponownie na Dworcu Głównym. Noc w pociągu pełnym ludzi (na szczęście z miejscówką) do najprzyjemniejszych nie należała. Nad ranem byłem już w Krakowie, gdzie musiałem przeczekać do momentu zbiórki tj. 7:30.

Przy Hotelu Polonia zebrali się przedstawiciele piwnej blogosfery z głównym organizatorem, czyli Jerrym na czele. Gdy dołączyła do nas ekipa Brokreacji ruszyliśmy zorganizowanym autobusem do Szczyrzyca mieszczącego się na terenie podkrakowskiego Beskidu Wyspowego. Przyznać trzeba, że upalna i słoneczna pogoda uprzyjemniła podróż dając pełen obraz wspaniałych górskich widoków.

Gdy dotarliśmy na teren Browaru Gryf prace ruszyły ekspresowo – poprzez warzelnię dostaliśmy się do śrutownika, gdzie każdy miał okazje wsypać swój worek słodu. Dla przypomnienia – warzyliśmy Ultra Islay Whisky Barrel Aged Salty Kiwi & Cocoa West Coast White Bitter, które według receptury Brokreacji ma mieć 24 BLG, dlatego swoje trzeba było do gara wsypać.

Na czas zacierania i filtracji mieliśmy chwilę na degustację Pielęgniarki oraz Policjanta wraz z relaksem na leżakach. Obie pozycje tj. Hefeweizen i American Pils dobrze wspominam z Craft Beer Camp, a w tym upale były jak znalazł – gwarantowały odpowiednie orzeźwienie. Każdy był sobie barmanem na tej imprezie, więc mogliśmy spróbować tyle, ile potrzebowaliśmy by ten satysfakcjonujący poziom orzeźwienia osiągnąć.

Następnie Mateusz Górski, piwowar oraz założyciel Brokreacji, oprowadził nas po browarze. Pokazał laboratorium i fermentownie, gdzie mogliśmy spróbować  leżakującego imperialnego portera bałtyckiego albo Mango Wheat AIPA, które warzą pod marką Hedge Hog. Niegdyś pod tym szyldem kryły się piwa naprawdę fatalne, ale współpraca m. in. z Brokreacją wychodzi im na dobre.

Tuż po zwiedzaniu udaliśmy się do sąsiedniego browaru restauracyjnego Marysia, która jest starszą siostrą browaru Gryf. Mieliśmy okazje zjeść tam obiad oraz zwiedzić zakamarki tego miejsca. I jak się okazało w tym mikrobrowarze, nie warzy się tam tylko na swoje potrzeby, ale starcza również mocy dla kontraktowców.

Tuż po powrocie okazało się, że czeka nas kolejna degustacja. Tym razem dosyć wyjątkowa, bo były to cydry Slow Flow Group, które charakteryzuje fermentacja spontaniczna. I to było ewidentnie czuć – wpływ dzikich drożdży był wyraźny, co oczywiście przywodziło na myśl wspomnienie o lambikach. Były to ciekawe pozycje, więc jeżeli kiedyś traficie na cydry z serii Smykan, to polecam je spróbować.

Po krótkim odpoczynku nadszedł czas na nic innego jak oczywiście… (werbleeeee) kolejną degustację. Tym razem to co ‚birgicy’ lubią najbardziej, czyli wędzone RISy w letni upał. Na stół trafiły dwa najnowsze ciężkie kalibry Brokreacji tj. Certain Death oraz Buried Alive. Są to kolejno wędzone bukiem i płatkami wiśni oraz torfem i płatkami kasztanowca imperialne stouty. Mateo z Brokreacji opowiadając nam o nich wspominał o tym, że wędzonka ma być jedynie uzupełnieniem a nie dominującym elementem w tym piwie. Oba RISy z resztą bazowały na tym samym zasypie, jedynie różniły je akcenty dymione. Przyznać muszę, że tak jak było zamierzone, tak się stało – pozycje te miały zaznaczoną aczkolwiek nie przytłaczającą wędzoność. Mi osobiście bardziej spasowała wersja torfowa, która według mnie jest idealna jako entry level dla każdego, kto dopiero zapoznaje się z tematem torfu w piwie.

Na koniec bomba, o której było głośno jakiś czas temu. Imperialny Nafciarz Dukielski Laphroaig BA jest przepotężny pod względem wrażeń. Ośmielę się stwierdzić, że to prawdopodobnie najlepsze torfowe piwo jakie piłem. Sam Imperialny Nafciarz charakteryzuje się fajną słodyczą oraz konkretną torfowością. Beczka po Laphroaig obie te cechy podbija. Obok tego wyraźne nuty czekoladowe, karmelowe oraz suszonych owoców. Klasa światowa, brawa dla Brokreacji!

Po tych sensorycznych wrażeniach zaczęła się akcja o kryptonimie ‚kiwi’. Ponad 200 kg beczka pulpy z kiwi trafiła na Whirpool, a bieganie z klasycznymi w piwowarstwie domowym wiaderkami z Castoramy było niemałą frajdą. Po opróżnieniu beczki okazało się, że osiągnęliśmy już efekt finalny – mieliśmy Bloggera Barrel Aged… 😉

Po chwili odpoczynku odbyło się sprzątanie po warzeniu, by następnie wsiąść do autobusu i wyruszyć z powrotem do Krakowa. Tam udaliśmy się na PINTA Party, czyli kolejne urodziny prekursorów polskiego kraftu. Impreza miała miejsce w Weźże Krafta – jednym z najciekawszych piwnych miejsc w Krakowie. Frekwencja ewidentnie dopisała, co wpłynęło oczywiście pozytywnie na atmosferę. Niestety moja obecność na imprezie była bardzo krótka, ponieważ późnym wieczorem musiałem udać się na pociąg powrotny do Poznania.

Podsumowując warzenie Bloggera – naprawdę nie żałuję ani chwili, którą poświęciłem na to wydarzenie. Możliwość spotkania oraz osobistego poznania wielu kolegów po fachu, wyjątkowe degustacje oraz wszelkie dyskusje na tematy mniej lub bardziej poważne. Cieszy to, że to dopiero połowa zabawy, ponieważ w listopadzie podczas Poznańskich Targów Piwnych odbędzie się Beer Blog Day 2017. Wtedy będziemy mogli raczyć się tym, co właśnie uwarzyliśmy.

Szczególne podziękowania ślę do Jerrego Brewery oraz ekipy Brokreacji, dzięki którym to wszystko miało miejsce. Dla takich chwil warto strzępić klawisze klawiatury oraz męczyć obiektywy, by blogować o piwie. Mam nadzieję, że spotkamy się wszyscy w Poznaniu, a w przyszłym roku będziemy mogli to powtórzyć z kolejnym ciekawym piwem.

Fot. Jerry Brewery
Polub i udostępnij: