Poznański Trawnik Piwny 2017: Piwna mila oraz stoisko PSPD

Poznański Trawnik Piwny to letnia propozycja organizatorów Poznańskich Targów Piwnych. Jest to dosyć kameralne wydarzenie, które mimo to jest w pewien sposób wyjątkowe. Miałem okazję pierwszy raz pojawić się na nim – również w innej roli niż po prostu odwiedzający.

Sama impreza była umiejscowiona w poznańskim Forcie VI, co okazało się w stosunkowo bliskiej odległości od mojego miejsca zamieszkania.  Jest to fortyfikacja wybudowana pod koniec XIX w., będąca częścią Twierdzy Poznań. Jest to świetnie zachowany obiekt militarny, który urzeka swoim wyjątkowym klimatem.

Opublikowany przez Fort Poznań – Event Place na 17 Czyrwiec 2017

Niestety największym minusem tej miejscówki jest dojazd, który do najwygodniejszych nie należy. Wprawdzie kursują tam w pobliżu jakieś autobusy, to jednak mimo wszystko na to akurat faktycznie można odrobinę narzekać. W sobotę dodatkowo frekwencje mocno pogorszyła pogoda, która do godz. 15:00 nie rozpieszczała. Rzęsisty deszcz nie odstraszył jedynie biegaczy, którzy zdecydowali się uczestniczyć w Poznańskiej Piwnej Mili, do której przejdę później.

Jeśli chodzi o samą ideę imprezy, to ma ona na celu raczej letni chillout niżeli stworzenie typowego dla wielu piwnych festiwalu klimatu. Wystawców było bardzo mało w tym głównie lokalne browary, podobnie jak z resztą food trucki. Wypicie dobrego piwa, skonsumowanie fajnego burgera oraz odpoczynek na leżaczku w ciekawym  miejscu – tym właśnie organizatorzy próbowali zachęcić odwiedzających. Dodatkowo na „dachu” fortu rozlokowana była scena gdzie można było posłuchać koncertów głównie amatorskich kapel. Samej imprezy oceniać nie będę, bo mam wyobrażenie tylko po jednym dniu, na który mocno wpłynęła pogoda.

Podczas tzw. trawnika zaangażowałem się organizację stoiska Wielkopolskiego Oddziału Terenowego Polskiego Stowarzyszenia Piwowarów Domowych, do którego od stosunkowo niedawna należę. Oprócz samej naszej obecności, możliwości porozmawiania z nami o piwowarstwie domowym, zakupu koszulek, otwieraczy, kwartalnika Piwowar i innych gadżetów, główną atrakcją był pokaz warzenia piwa. Na tapet wzięliśmy Saisona wg receptury Doroty Chrapek, który zostanie przefermentowany drożdżami Kveik – idealnymi na panujące o tej porze roku temperatury.

Atmosfera na stoisku była bardzo pozytywna, w trakcie długiego procesu warzenia staraliśmy się zagadywać, tłumaczyć odbywające się właśnie etapy, odpowiadaliśmy na nurtujące pytania początkujących piwowarów oraz częstowaliśmy również piwem domowym. Mieliśmy przygotowany dodatkowo konkurs z nagrodami oraz mały kurs sensoryczny, jednakże frekwencja tego dnia na imprezie niestety nie pozwoliła nam tych planów zrealizować. No trudno się mówi. Niemniej mam nadzieję, że udało nam się chociaż te kilka osób przekonać do piwowarstwa domowego, albo nawet do wstąpienia w szeregi PSPD 🙂

Jednak główną atrakcją sobotniej części imprezy, była niewątpliwie Poznańska Piwna Mila – zawody biegowe, w których do pokonania był dystans 1600 m. (dwóch okrążeń dookoła Fortu fosą) oraz wypicia po drodze czterech piw o pojemność 0.3 l w punktach co 400 m. Zainteresowanie zawodami było naprawdę spore bo przyznać trzeba, że to właśnie biegacze zrobili frekwencje tego dnia. Między godziną 13:00 a 16:00 w kilku turach zawodnicy pobiegli po swoje medale.  Były to dosyć specyficzne zawody, które mimo niewielkiego dystansu są wbrew pozorom nie lada wyzwaniem.

Opublikowany przez Fort Poznań – Event Place na 17 Czyrwiec 2017

Opublikowany przez Fort Poznań – Event Place na 17 Czyrwiec 2017

Opublikowany przez Fort Poznań – Event Place na 17 Czyrwiec 2017

Opublikowany przez Fort Poznań – Event Place na 17 Czyrwiec 2017

Opublikowany przez Fort Poznań – Event Place na 17 Czyrwiec 2017

Ja wystartowałem o godz. 15:00 i po biegu mogę stwierdzić następującą rzecz – najtrudniejsze w tej całej zabawie jest odpowiednie wypicie piw w ustalonych strefach. Próbowałem pierwsze dwa piwa wypić jak najszybciej co spowodowało, że się zapowietrzyłem od nasycenia tych piw. Przegazowany żołądek mocno wpływał na moje możliwości biegowe, a tak zwyczajnie odbeknąć tego od razu nie potrafiłem.

Do tego jak wiadomo, szybkie picie piw powoduje również szybką bombę. Choć pod koniec biegu zacząłem odczuwać małe zawirowania w głowie, to jak się potem okazało nie było jednak tak źle. W kategorii open zająłem 258 miejsce na 318 startujących z wynikiem 14 minut i 51 sekund. Strasznie dużo czasu straciłem męcząc właściwie każde oprócz pierwszego piwo.

Czy warto wziąć udział w Piwnej Mili, która również z sukcesem odbywa się w innych miastach Polski? Ja osobiście polecam, bo jest to na pewno jakaś inna forma zawodów niż ta, do której biegacz z reguły jest przyzwyczajony. Warto potraktować to jako zabawę i odskocznie od pobijania kolejnych życiowych rekordów.  Ja nie żałuje, tym bardziej, że wbrew pozorom wcale nie było lekko ukończyć ten niezwykły bieg!

Polub i udostępnij: