Lulu Craft Beer – Blackcurrant Sour

Jeszcze miesiąc temu można było spotkać się narzekaniem, że wiosna o nas zapomniała w tym roku. Ale skoro doczekaliśmy się już niemal lata, to od razu człowiek zaczyna rozglądać się za propozycjami  bardziej orzeźwiającymi i rześkimi.

Niby mówi się, że dobre piwo jest dobre na każdą okazję i w każdych warunkach. Niemniej coś jednak w tym jest, że zwyczajnie odechciewa się przy wyższych temperaturach degustowania cięższych piw, stąd zawalony RISami i porterami barek wcale nie staje się ostatnio uboższy o kolejne pozycje. Teraz w sklepach spoglądam raczej na piwa lżejsze, których mi ostatnio pod ręką brakuje. Stąd też zwróciłem uwagę na obiekt dzisiejszej recenzji.

Podczas zakupów w pobliskim Tesco tradycyjnie nastąpiło już szybkie rozeznanie, czy pojawiło się na półkach cokolwiek wartego uwagi. I choć już od dłuższego czasu niczemu nie udaje się jej zdobyć to ostatnio było inaczej. Tym razem była to seria piw od Lulu Craft Beer. Pierwszy raz się z nimi spotkałem, więc zrobiłem po zakupie mały research – udało mi się jedynie dowiedzieć, że piwa warzone są w Browarze Wąsosz, a za markę odpowiada agencja Brands Lab z Krakowa.

Choć zwykle nie zwracam na etykiety większej uwagi oraz nie oceniam ich szczególnie, to tym razem zaskarbiły sobie moją przychylność. Każde z piw prezentuje narysowane twarze kobiet, co może wydawać się tanim chwytem. Niemniej daleko im od legendarnych etykiet Ediego czy innych browarów regionalnych, które prostacko zachęcają Januszy do ‚obalenia browara’ podobizną cycatej Karyny. Tutaj są one prezentowane w artystyczny i estetyczny sposób, choć ciągle daleko im do Mistrzostwa Świata designu. Sama nazwa Lulu jest ma tutaj również charakter żeński co może  sugerować, iż są to propozycje dla kobiet. Ostatecznie wśród kilku piw wybrałem wersję sour z czarną porzeczką.

Jeśli chodzi o parametry piwa to nie mamy informacji o ekstrakcie, a jedynie o zawartości alkoholu tj. 4,2 % obj. Zastosowane słody to pilzneński i monachijski, chmielone było Sybillą oraz fermentowane drożdżami Belle Saison. Do tego dwa kluczowe składniki to pulpa z czarnej porzeczki oraz bakterie Lactobacilluc Helveticus.

Piwo jest barwy miedzianej, coś na pograniczu czerwonego i pomarańczowego, jest również zdecydowanie mętne. W aromacie wyczuwalne są przede wszystkim nuty porzeczkowe, jednak mają one charakter trochę cukierkowy czy landrynkowy. Wyraźna jest również charakterystyczna nuta lacto, a daleko w tle można doszukać się nut słodowych i chmielowych. Trzeba przyznać, że aromat jest przyjemny, nic w nim nie odrzuca.

Przechodząc do najistotniejszego tj. smaku – na pewno nie można powiedzieć, że nie nic się w nim nie dzieje: na wstępie atakuje podniebienie cierpkość porzeczki, która jest najbardziej wyraźnym aspektem smakowym. Zaraz po tym pojawia się hmm…raczej kwaskowatość niż kwaśność, no chyba że to moje kubki smakowe są już tak spaczone po konkretnych kwasach, jakie miałem okazje pić. Na finiszu wyczuwalne są delikatnie słodkie nuty porzeczkowe oraz równie niska goryczka.

Teraz chciałbym nawiązać do mojego przypuszczenia, że Lulu dedykuje swoje piwa również kobietom – to piwo okazało się jednym z nielicznych kwasów, które smakowało mojej narzeczonej, bez grama grymasu na jej twarzy. Potwierdziło mi to tylko moją opinię, że dla mnie jednak jest za mało intensywne. Czy jednak to źle? No to typowo podchodzi pod kwestię gustu – przede wszystkim oczekiwałbym większej kwaśności oraz mocniejszego owocowego akcentu porzeczki niż samej cierpkości, którą ona wnosi.

Podsumowując – mimo tego, że Lulu Blackcurrant Sour stoi daleko w kolejce do mojego kwasowego podium, to nie mogę powiedzieć, iż to piwo jest złe. Przez tę swoją delikatność zyskuje sporo na pijalności i naprawdę wypiłem je ze smakiem. Nie zachwyciło, ale smakowało. No i to jest najważniejsze, bo też nie o chodzi w tym wszystkim o to, by na siłę się czepiać i szukać wad w piwie. Dlatego przechadzając się po Tesco w poszukiwaniu artykułów na sobotniego grilla, do relaksu przy dobrej książce na balkonie, ganku czy podwórku – śmiało mogę tę pozycję polecić.

Polub i udostępnij: