American IPA od Browaru Koreb

To co w tym tygodniu się podzieje na blogu to jest pewnego rodzaju masochizm. Ale jednak trudno było oprzeć się i nie spróbować legendy. Czegoś, co z jednej strony owiane jest niebywale złą opinią, a z drugiej właśnie dzięki niej jest ciekawe. Dzisiaj na tapet wziąłem jeden z tzw. „browarów wyklętych” i pozycję, która ma nawiązywać do jednego najbardziej charakterystycznych owoców Piwnej Rewolucji.

American IPA z browaru Koreb to jeden z największych „okrutników” o jakich słyszałem. Coś, przy czym wyleżakowany na letnim słońcu ciepły Harnaś wchodzi jak Oatmeal Hoptart ART9. Z tego względu, po dłuższym zastanowieniu skusiłem się i nabyłem jedną sztukę w trakcie ostatniego Beer & Food Festiwalu w Poznaniu. Ciekawość, to pierwszy stopień do piekła powiadają…no a w tym przypadku niebiańskiego uniesienia się nie spodziewam.

Browar z Łasku na kontr etykiecie nie raczy nas niczym konkretnym, mamy informacje o wodzie, słodzie jęczmiennym oraz chmielu jako składnikach. Alkohol 6% vol., Certyfikat Najwyższej Jakości (WTF?) oraz data przydatności do 5.12.2017 r.  To co mnie nawet cieszy z tej całej drastycznej próby to fakt, iż na pamiątkę zostanie mi fajny, markowy pokal do picia największych sztosów.

No to pochylmy się w końcu nad tym cudem – barwa na pograniczu złotego i miedzianego, jest idealnie klarowne. Piana drobnopęcherzykowa, ale znikła momentalnie. Pierwszy niuch…i od razu wiadomo, że koło American IPA to nawet nie stało.

Amerykańskiego chmielu nie stwierdzono. W AIPA brak amerykańskiego wyznacznika stylu, to jest naprawdę spore osiągnięcie! Jednakże co tu się dzieje: są jakieś landrynki, tania cytryna z płynu do mycia naczyń oraz wyraźny kwas masłowy, czyli to piwo WALI rzygami. No i gdzieś jeszcze majaczy ostra, octowo-kwaśna nuta, która aż szczypie w nos. No niestety…(czego ja się spodziewałem?) ale dramat. Nie pamiętam czy kiedykolwiek tak bardzo piwo odrzuciło mnie aromatem. No ale trzeba dokończyć autodestrukcję i spróbować tego wynalazku…

W drugim akcie dramatu na szczęście jest lepiej niż w aromacie, ale ciągle jest to bardzo marna sztuka. Ciała niemal brak, profil kojarzy się z kukurydziano-słodową podbudową taniego lagera. Do tego jakiś taki karmelowy oraz…pomidorowy posmak. Goryczka choć na granicy wyczuwalności to i tak jest tępa i zalegająca. No brak słów…nie da się tego pić.

Nie mogę powiedzieć, iż jest to najgorsza AIPA jaką piłem. Bo to przede wszystkim nie jest AIPA. Jestem głęboko zaciekawiony co kierowało browar by stworzyć to piwo, bo jest to ignorancja pierwszej kategorii. Głębokim nieporozumieniem jest nazywać je tym stylem.

Tworząc recenzje piw, nie noszę się z zamiarem ich szkalowania. Zawsze staram się szukać pozytywów, ale tym razem cel był inny niż zazwyczaj – ten wpis to przestroga. Muszę przyznać, że to niespotykana porażka jeśli chodzi o piwa. Koncernowe lagery choć nijakie i średnio smaczne, to wiele nawet z tych złych można przynajmniej dopić. Tutaj mamy festiwal wad, o czym wszelkie głosy na Niebie i Ziemi wspominały. Moja ciekawość została zaspokojona, mogę z czystym sercem powiedzieć, że zdecydowanie nie polecam tego…czegoś.

Polub i udostępnij: