Gąska Beerbinka z browaru PiwoWarownia

„No jak tam te Twoje wynalazki? Napiłbyś się czasem jakiegoś normalnego piwa.” Z takimi słowami zapewne spotyka się nie jeden miłośnik kraftu. I zwykle nic z nich sobie nie robi, albo sięga po jakiegoś Imperialnego Stouta Barrel Aged. No bo skoro właśnie napił się piwa z ogórkami kiszonymi…

Na dodanie tak śmiałego składnika odważyła się  PiwoWarownia. Jest to coś, co nie śniło się nawet fizjologom. Ani filozofom. Ani nawet wielu beergeekom. Ich Gose z dodatkiem typowo ojczystej potrawy spotykanej na polskich stołach budzi zainteresowanie, ale również rodzi pytanie o sens warzenia takich piw.  Postanowiłem więc sprawdzić jak wypada ten ekstremalny przypadek.

Gąska Beerbinka to piwo o miedzianej barwie, ekstrakcie 12 BLG, 5 % zawartości alkoholu a chmielone było naszą rodzimą (jakże inaczej) Marynką. Jako dodatki wymienione zostały ogórki kiszone oraz sól himalajska – w tej kombinacji powinien zostać osiągnięty kwaśno-słony charakter gose. No to jak w końcu jest?

O mamuniu. Czy ja otworzyłem piwo czy babciny słoik właśnie wyciągnięty z domowych zapasów? Aromat kiszonych ogórów jest bardzo wyraźny i dominuje nad wszystkim. Właściwie to nie czuje tutaj kompletnie nic innego. No i w tym momencie pojawiła się we mnie odrobina przerażenia…

Przede wszystkim dlatego, że nie przepadam za ogórkami kiszonymi. Spodziewałem się raczej jakieś nutki, wyraźniejszego, zaznaczonego akcentu ogórkowego, ale nie dominacji nad wszystkim! Jednak jak to mówi klasyk: „trzeba być twardym a nie miętkim”. Próbujemy.

Pierwszy łyk i ciarki. W smaku ponownie dominują ogórki. Do tego piwo jest wyraźnie słone, a tylko delikatnie kwaskowe. Nie no, dla mnie to piwo smakowo nie różni się niczym od wody po ogórkach. Piwne akcenty słodowe i goryczkowe są daleko z tyłu, zdecydowanie na dalszym planie.

Na koniec tylko powiem, że Gąska Beerbinka jest bardzo jednowymiarowa – nic więcej nie mogę powiedzieć o tej pozycji. Niestety po kilku łykach skończyłem swoją degustację, nie byłem w stanie tego dopić. Jednak nie twierdzę w ten sposób, że piwo jest słabe. Zapewne został osiągnięty założony efekt, ale ono jest po prostu nie dla mnie. A ja jestem niemal pewny , że ten eksperyment znajdzie swoich odbiorców.

Warto odpowiedzieć jeszcze na jedno pytanie – czy jest sens warzyć takie piwa? Po co browary decydują się na takie eksperymenty w swojej ofercie? Bo mogą. To tylko pokazuje różnorodność, kreatywność i brak ograniczeń piwowarstwie rzemieślniczym.  Ponieważ nawet tak ekstremalne piwa znajdują jakąś garstkę swoich miłośników, a powstają one po to, by pokazać coś ciekawego, nietypowego, powszechnie niewyobrażalnego. I bardzo dobrze, bo właśnie między innymi za to można kochać kraft.

Polub i udostępnij: