Dwa oblicza Ducha Kraftu

Piwna rewolucja, która w Polsce nieprzerwanie od 2010 roku zbiera swoje żniwa, jest tematem wielu dyskusji na temat tworów, które rodzą jej dzieci. Choć w krafcie pole do popisu jest spore, to ciągle polemizuje się na temat tego co wolno oraz co jest niepożądane.

Punktem zapalnym, którym od jakiegoś czasu jest przedmiotem zażartej dyskusji jest stosowanie aromatów naturalnych w piwie. Temat niewątpliwie kontrowersyjny, który był inspiracją dla różnych eksperymentów. Najpierw browary Dear Bear oraz Whisker Beer z Crackerem oraz Nutcrackerem, ostatnio zaś temat w ciekawy sposób podjęła Brokreacja prezentując dwie wersje Syndromu Sztokholmskiego. To wszystko również spowodowało, że wyklarowały się w piwnej społeczności dwie grupy, mające różne spojrzenia na funkcjonowanie kraftu.

Nowofalowe Reinheitsgebot

Pierwsza z nich uważa, iż piwo musi być oparte jedynie na naturalnych składnikach, bez żadnych półśrodków i drogi na skróty. Najlepiej jeszcze jakby to było wykonane od początku do końca własnoręcznie. Najlepszym przykładem takiej postawy jest pierwszorzędny piewca Piwnej Rewolucji, słynny św. Tomasz z Kopyru z bloga blog.kopyra.com.

To on właśnie stworzył słynne określenie „To nie jest zgodne z Duchem Kraftu”. Powstały w ten sposób mistyczny opiekun piwowarstwa rozpoczął funkcjonować w świadomości beergeeków jako obrońca rzemieślniczego podejścia do tematu. Dla mnie jest to nowofalowe spojrzenie podobne do słynnego Bawarskiego Prawa Czystości – w końcu mówi o tym co jest pożądane, a czego nie wolno w piwowarstwie robić.

Kreatywność jako istota kraftu

Na częściowo przeciwległym biegunie pozostają osoby, dla których innowacyjność, rozwój i otwartość na nowe stoi wyżej niż zastosowane środki. To wszystko dlatego, że skoro piwo jest dobre, to dlaczego za to ganić?

Spora grupa wyznawców tego podejścia wyklarowała swój pogląd po zapoznaniu się z pozycjami zagranicznych browarów, których stosowanie m. in. aromatów doprowadziło do ich sukcesu oraz wyróżniło ich na rynku. Mam na myśli szczególnie szwedzkie Omnipollo, których piwa to dzieło na granicy piwowarstwa a cukiernictwa. Noa Pecan Mud Cake czy Anagram to przypadki piw przypominających desery, co budzi zachwyt wielu odbiorców. Z drugiej zaś strony, budzą niechęć ze względu na nienaturalny jak na piwo smak i aromat.  Śmiało można powiedzieć, że rosnąca popularność Omnipollo w Polsce rozpoczęła właśnie dyskusję na temat stosowania aromatów.

No dobra, tylko z którym podejściem ja się identyfikuję? Bliżej mi do tego drugiego, choć z drugiej strony nie uważam, że oczekiwanie od piwa pełnej naturalności jest złe. W tej walce nie ma lepszych i gorszych – nie można też powiedzieć, że picie piw Omnipollo skazuje nas na przekleństwo i strącenie do ognia kraftowego piekła. Duch Kraftu ma dwa oblicza i w tej sytuacji najważniejsze jest, by pić to co jest zgodne z naszymi przekonaniami i nam po prostu smakuje.

Polub i udostępnij: