Finał II Poznańskich Bitew Piwnych – relacja

Dobiegła końca kolejna edycja Poznańskich Bitew Piwnych organizowanych przez Wielkopolski Oddział Terenowy PSPD oraz Poznańską Lożę Piwną. Ponownie piwowarzy domowi mieli okazję zmierzyć się między sobą, prezentując swoje piwowarskie umiejętności szerszej publiczności. Wiadomo już, że nie po raz ostatni.

Finałowa potyczka drugiej edycji bitew została rozstrzygnięta w Ułan Browarze – miejscu gdzie zwycięzca będzie miał okazję uwarzyć swoje piwo.  Każdy kto kiedyś warzył w domu na pewno zamarzył o podobnej możliwości choć raz. By spełnić te marzenie, Filip Guilherme z Browaru Guatki oraz Bartłomiej Pawlik z Browaru Aquila musieli zmierzyć się swoimi piwami w stylu Wheat Wine. Przyznać trzeba, że wymagające wyzwanie godne finału.

Filip Guilherme (Browar Guatki) oraz Bartłomiej Pawlik (Browar Aquila)

Warto na początek przypomnieć formułę imprezy – na każdej z bitew piwowarzy częstują swoimi piwami w pewnym stylu, określonym z góry jako styl w danej rundzie. Każdy kto przyszedł i spróbował tych wyrobów mógł zagłosować na zwycięzce, oddając swój głos do przygotowanej urny. Co istotne, na głosie należało się podpisać oraz uargumentować w jednym zdaniu, dlaczego piwowar ze wskazanym piwem powinien wygrać. To wszystko po to, by wziąć udział w losowaniu pod koniec imprezy i móc wygrać jakiś pieniądz na barze. Sounds good, czyż nie?

Przyjechałem do Ułan Browaru trochę spóźniony jednak zadziałało to na moją korzyść. Ominęła mnie w ten sposób ponoć ogromna kolejka do stołu, gdzie piwowarzy częstowali swoimi piwami. Czasu na degustacje jednak wciąż było sporo więc można rzec, że żadna strata. Trzeba było przyznać, iż pod względem frekwencji było to naprawdę rekordowe wydarzenie.

Warto wspomnieć o piwach, które przygotowali finaliści. Bartłomiej Pawlik do boju wystawił ciekawą interpretację stylu, ponieważ był to Wheat Wine o parametrach 20,5 stopnia Plato, 9% alkoholu oraz co ciekawe – na drożdżach FM 53 Kveik.  Jak wypadła propozycja pierwszego finalisty?

Aromat nie powalał, nie był zbyt intensywny. Oprócz nut słodowych, wyczuwalny był delikatny rozpuszczalnik ale również jabłka. Jednakże były to bardziej estry niżeli aldehyd. W smaku dosyć wodniste jak na styl, delikatnie karmelowe. Nic w piwie szczególnie nie odrzucało, choć do ideału również mu daleko. Jak było z pozycją po drugiej stronie ringu?

Filip postanowił zaatakować większym kalibrem, jego działo miało 25 BLG, 10,5% alkoholu co od razu sugeruje, iż fani słodyczki będą zadowoleni. Dodatkowo dojrzewało z płatkami dębowymi beczki po Bourbonie. Czy był ciężki nokaut?

W aromacie jak i smaku uderzała nuta alkoholowa, lekko gryząca choć nie był też to żaden spirol. Jak dla mnie, to piwo było intensywniejsze pod każdym względem (również tym negatywnym). Wyczuwalne nuty dojrzałych owoców, trochę brzoskwini oraz subtelnej wanilii od płatków dębowych biły się z alkoholem oraz delikatniejszym rozpuszczalnikiem. W smaku od razu czuć wysoki ekstrakt, różnica w słodyczy między konkurencyjnym piwem była ogromna. Piwo było oleiste, gęste, choć może delikatnie ulepkowate. Zgodnie ze stylem, dominowały głównie akcenty słodowe, choć tak jak na początku wspomniałem, alkohol mógłby być bardziej przykryty.

No i na które piwo stawiałem? Na piwo Filipa – głównie dlatego, że więcej się w nim działo i bardziej podchodziło pod mój gust jeśli chodzi o ten styl. Tyle. Ale jaki był werdykt publiczności?

II edycję Poznańskich Bitew Piwnych wygrał Bartłomiej Pawlik, który zdobył 93 głosy. Nie była to jakaś wyraźna deklasacja, ponieważ Filip otrzymał ich 80. Czy zasłużenie? No formuła imprezy jest taka, ze decyduje głos ludu. Wygrało piwo na pewno przystępniejsze. Potwierdziła to osoba, która wylosowała nagrodę do wykorzystania na barze. Głosowała na piwo zwycięzcy, a uargumentowała swój wybór tym, iż było mniej alkoholowe. Zakładam, że nie była osamotniona w tej lub zbliżonej opinii. Ze względu na to nie można mówić o tym czy wybór był słuszny czyż nie. O werdykcie zdecydowało to, że Bartłomiej trafił do większego grona wśród zgromadzonych. No i za to należy mu pogratulować!

Sama impreza została uwieńczona rozdaniem nagród dla finalistów, w tym zwycięzcy bitwy o trzecie miejsce. Na scenie pojawili się również sponsorzy tj. ekipy browarów Golem, Kingpin oraz Ułan Browaru. Cała trójka na podium otrzymała pamiątkowe puchary, medale oraz wartościowe upominki od sponsorów, w tym wartościowe prezenty takie jak refraktometr, mieszadło magnetyczne czy 25 kg słodu pale ale.

No i również co najważniejsze – Bartłomiej będzie miał okazje uwarzyć swoje piwo w Ułan Browarze. Cała przygoda uczestnictwa w PBP na pewno była warta takiej okazji.

Podsumowując – Poznańskie Bitwy Piwne, których kolejna edycja wystartuje we wrześniu, to naprawdę ciekawa przygoda dla każdego kto warzy piwo w domu i chciałby się w jakiś sposób pokazać, a nawet spełnić swoje marzenia. Formuła, w której decydują przychodzący na bitwę goście a nie profesjonalni sędziowie, daje całej zabawie nutkę nieprzewidywalności ale i szansy – nie musisz mieć idealnego piwa, pozbawionego wad by w ogóle liczyć na jakikolwiek sukces. To wszystko dlatego, że w Poznańskich Bitwach Piwnych najważniejsza jest istota piwa – by to czym ludzi częstujesz, po prostu im smakowało.

Polub i udostępnij: