Trzy stouty na szybko – Smolarz, Gehenna oraz Sheep Szit

Ostatnio coś miałem małą „fazę” na stouty. To po co ostatnio sięgałem to różne wariacje na temat tego stylu. Nawet tak się złożyło, że po dłuższej przerwie również zabrałem się za warzenie – a jakże inaczej – stouta.

Sytuacja ta skłoniła mnie do rozpoczęcia małego cyklu, który będzie prezentował trzy piwa z danego stylu bądź grupy styli. Na początek zaczniemy trzema różnymi podejściami do stouta: American Stout, Whisky Ekstra Stout oraz Smoked Extra Stout.

Browar Profejsa – Smolarz

Smolarz to przykład amerykańskiej wersji stouta, choć w aromacie charakterystycznych nut dla amerykańskiego chmielu niemalże nie ma. Nie mam pewności czy to efekt zamierzony, bo mógł to również być przypadek, o którym wspominałem w ostatnim wpisie. Kupiłem je bo akurat niedawno warzyłem American Stouta, ale nie zwróciłem uwagę na datę – a ta wskazywała na 21.03.2017. Z tego względu aromat chmielowy mógł już po prostu ulecieć. Wyraźnie obecne są oczywiście nuty charakterystyczne na dla stoutów – kawa, czekolada, fajna i zdecydowanie zaakcentowana paloność.

Piwo już przy otwieraniu dawało znaki wysokiego nasycenia, co również jest możliwe przed końcówką terminu. Nagazowanie piwa odbierało trochę przyjemność z degustacji lecz jeżeli chodzi o sam smak, to nie mogę niczego mu zarzucić – bardzo dobry dry stout, z podwyższoną goryczą o charakterze bardziej żywicznym niż cytrusowym. Ciekawe jak zmieniło się w porównaniu do wersji świeżej, bo jest to na prawdę przyjemne piwo.

Browar Golem – Gehenna

Pierwsze co przykuwa w tym piwie to etykieta, która naprawdę mi się podoba. Po takiej prezencji można oczekiwać prawdziwej Gehenny, a do tego każdy kto choć odrobinę zetknął się ze światem kraftu wie, że przedrostek „Whisky” w nazwie stylu gwarantuje mocne wrażenia.

Piwo nalało się z bardzo delikatną pianą, która zniwelowała się automatycznie. W aromacie wyczuwalne jest wszystko to czego można oczekiwać po słodzie wędzonym: jak dla mnie to kable spalone jak Rzym za Nerona. Do tego wyraźne nuty palone, które fajnie współgrają z wędzonką – nic nie jest przesadzone w żadną ze stron.

W smaku również wyraźny torf ale i gorzka czekolada. Goryczka i chmielowa jak i palona, ale nie za wysoka, raczej w stronę średniej. Wysycenie niskie. Muszę przyznać, że naprawdę mi smakowało a jak na picie asfaltu w płynie to jest wyjątkowo pijalne. Jedyne do czego mógłbym się przyczepić to odrobinę za mało ciała. Niemniej piwo i tak na duży plus!

Browar Birbant – Sheep Szit

To piwo, które pod koniec ubiegłego roku zrobiło niemały szum, dołączając do kanonu piw delikatnie mówiąc…nietypowych. Piwo jest wędzone po islandzku czyli owczym – za przeproszeniem – gównem. Jaki to dało efekt?

Wędzonka w aromacie jest wyraźna ale nie dominuje, ładnie komponuje się z nutami słodów palonych. Dymione nuty nie przypominają szynki, kiełbasy czy oscypka – idą w stronę wędzonki ogniskowej, która też kojarzy mi się z zapachem spalonego siana. Każdy kto oczekuje smrodu owczych bobków (jakkolwiek one „pachną”), może czuć się rozczarowany 😉

Od pierwszego łyku na front rzuca się wędzonka, następnie czekolada oraz kawa. Finisz jest wytrawny a goryczka niewysoka. Faktura jest dosyć wodnista, co odbiera delikatnie charakteru. Piwo zdecydowanie w porządku jako ciekawostka, bo niczym nie zachwyca. Jest dobre – tylko tyle albo aż tyle.

Z tej trójki jak dla mnie najlepiej wypada Gehenna od Golemów. Choć każde z tych piw jest zgoła inne, to jednak największe wrażenie zrobiła na mnie torfowa bomba, która trochę wbrew swojej nazwie daje wiele przyjemności z degustacji.

Polub i udostępnij: