Piwny Budapeszt czyli wrażenia po szybkich wizytach w lokalach

Budapeszt – stolica naszych braci, tych zarówno do szabli i do szklanki. Po dużej europejskiej stolicy można spodziewać się wiele w kwestii dostępnych lokali. Mimo to jednak Węgry to kraj, który nijak kojarzy się z piwem. Znamienne wręcz były słowa, które usłyszałem od zaprzyjaźnionego Węgra gdy byłem tam po raz pierwszy 10 lat temu: „Węgierskie piwo, to tylko żule piją.”

Wszystko wskazuje na to, iż pod względem szeroko dostępnych piw koncernowych jest u nich jeszcze gorzej jak u nas. Można to wywnioskować choćby po tym, iż Węgrzy piją na głowę rocznie 59 l piwa, czyli niemal dwa razy mniej niż Polacy (98 l). Plasuje ich to dopiero na 20 miejscu w Europie. Na Węgrzech można spodziewać się raczej ukierunkowania na kulturę picia wina oraz ich rodzimej Palinki – wysokoprocentowego destylatu, zbliżonego raczej do naszego bimbru niżeli wódki. Kończąc już z tą dygresją – właśnie ta mała popularność piwa to dobry powód, by spróbować węgierskiego kraftu.

Moja wizyta w Budapeszcie była bardzo intensywna i niespecjalnie ukierunkowana w kontekście poszukiwania pubów z piwem rzemieślniczym. Lokali jak to w dużym europejskim mieście jest sporo, ale odwiedzenie miejscowych pubów chciałem uwzględnić w ramach naszego planu zwiedzania, a niekoniecznie dostosowując ten plan pod multitapy. No i jak się okazało po sąsiedzku, dosłownie w przeciągu 100 m znajdują się 3 miejsca które zdecydowałem się odwiedzić. Trafiło na Szimpla Kert, Hops Beer Bar oraz STart Craft Beer:

Szimpla Kert

Budapeszt, Kazinczy u. 14, 1075 Węgry

Jest to miejsce, które zrobiło na mnie spore wrażenie, choć nie jest to typowy wielokran. Miejsce to określone jest mianem ‚Ruin Baru’, w którym artystyczny nieład, turpizm oraz surrealizm są wszechobecne. Miejsce jest tak bardzo nietypowe, że nie wiesz czy bardziej trafiłeś do jakiejś meliny czy muzeum sztuki współczesnej. Na parterze znajduje się bar oraz sporo miejsca ze stolikami i wyjściem na zewnętrzną część, którą można nazwać ogródkiem piwnym. Na środku tego ogródka znajduje się wrak samochodu w iście hipisowskim stylu. Do tego wszystkiego w lokalu można spotkać wielkie różowo-zielone króliki, manekiny w gablotach, huśtające się nad głową krasnale ogrodowe czy dziecięce rowerki pozostawione w „ogrodzie” znajdującym się na piętrze. Klimat miejsca jest niesamowity, wg mnie obowiązkowy punkt w trakcie pobytu w Budapeszcie!

Jeśli chodzi o piwo, to na kranie nie było nic specjalnego. Trzeba się raczej zadowolić ofertą butelkową np. można spróbować tutaj piwa m. in. z browaru Monyo, jednego z czołowych przedstawicieli węgierskiego kraftu. Ja wybrałem AIPĘ o nazwie Flying Rabbit.

Piwo o ekstrakcie o 16,3 Plato, okazało się całkiem przyjemnym piwem jednakże trochę niestylowym. Piwo jest chmielone Magnum oraz Citrą jednak to niemiecki przedstawiciel jest w piwie zdecydowanie bardziej wyeksponowany. Typowa goryczka trawiasto-metaliczna dla właśnie tego chmielu, trochę zaburzyła mi obraz tego piwa jako American IPA. Do tego cytrusy czy generalnie owocowość od Citry w smaku są na bardzo dalekim planie ustępując akcentom słodowym, wyraźnie karmelowym. Wszystko wskazuje, iż była dodawana na zimno, bo tylko w aspekcie aromatu wyraźnie się objawia. Pomijając to, iż Flying Rabbit przypomina bardziej piwo od naszych zachodnich sąsiadów niżeli z Ameryki, to jest to całkiem niezłe piwo.

Hops Beer Bar

Znajdujący się za winklem od Szimpli lokal okazał się malutkim i dosyć kameralnym miejscem. Przestrzeni w porównaniu do poprzedniej miejscówki jest zdecydowanie mniej – niewielki parter z barem oraz równie małe piętro. Lokal estetycznie nie wyróżnia się niczym specjalnym, obecne są często spotykane w takich miejscach motywy wyklejania ściany bądź jej elementów etykietami czy podkładami przeróżnych piw. To co można było zauważyć po podejściu do baru, to że zarówno na kranach jak i w lodówce dominowało piwo zagraniczne. Udało się jednak również coś lokalnego wypróbować.

Tym razem trafiło na C10 IPA od Hübris. To co w piwie wyróżniło się od razu to aromat trawy cytrynowej, żywiczność oraz delikatna biszkoptowość. Aromat przyjemnie słodki, ale nie jakoś bardzo intensywnie chmielowy. To połączenie tej trawy i biszkoptów przypomina mi odrobinę aromaty świeżego ciasta cytrynowego. Pod tym względem piwo prezentuje się naprawdę ciekawie.

W smaku wyraźne cytrusy, grejpfrut, delikatne nuty leśne oraz karmel. Ciała ma stosunkowo mało, rześkie i przyjemne ze średnią goryczką. Kolejne piwo, które niczym nie zachwyca ale jest bardzo przyjemne i osobiście podeszło mi bardziej niż Flying Rabbit.

STart Craft Beer Bar

Po drodze z Szimpli do Hops Beer Baru jeszcze znajduje się STart Craft Beer Bar. Miejsce na wstępie charakteryzowało się tym, iż było w nim…pusto. Może to względnie wczesna pora, bo było jakoś przed 19, jednak nikogo oprócz barmana nie uraczyliśmy gdy pojawiliśmy się w lokalu. Lokal jeśli chodzi o wystrój oraz powierzchnię niemal bliźniaczy do poprzedniego, mało miejsca, jedno piętro oraz nic specjalnie nie przykuwającego wzroku. Choć w Hops Beer Barze byli przynajmniej ludzie, co sprawiało lepsze wrażenie. Spojrzałem na rozpiskę piw z beczki i padła decyzja, iż to jedno piwo chociaż się tu wypije.

Jak zauważyłem coś węgierskiego i podpisanego jako Sour Cherry, to decyzja była szybka. Trochę za szybka, jak się później okazało…ale nie wyprzedzajmy faktów. Zdecydowałem się na Meggyes Mámor z browaru Szarvasi. Ciekawe było podanie piwa w kuflu, bo już naprawdę dawno tak serwowanego piwa nie piłem. Pierwszy węch i od razu skojarzenie z Kriekiem. Drugi nich i nastąpiła weryfikacja – okej, jest wisienka jak z Krieka ale jednak sztuczna strasznie. Do tego można było wyczuć delikatne nuty słodowe oraz marcepan. No nic, trzeba było spróbować.

W smaku jest przede wszystkim wiśniowo, choć raczej na wytrawnie – kolejna skojarzenie z Kriekiem się nasuwa, ale tym typowo Lindemansowym dosładzanym. Kwaśność tego piwa, jest naprawdę niska, jest też trochę cierpkości. Przyzwyczajony do innego poziomu jeśli chodzi o piwa kwaśne, mogę stwierdzić że niemal ta kwaśność tam nie występuje. W smaku generalnie jest niestety dosyć puste. Również było w nim coś, co strasznie niszczyło mi jego cały obraz – pozostawał bardzo nieprzyjemny aftertaste oraz tępa i szorstka goryczka. Choć nie za wysoka, to jednak wyraźnie dającą się we znaki. Niestety, ale miałem wrażenie, że to jakiś tani lager z dolaną sporą ilością soku wiśniowego oraz kwasku cytrynowego. No i nie pomyliłem się, bo jak sprawdziłem to piwo później w Internecie to faktycznie one się tam znajdują. Niestety najgorsza pozycja z próbowanych tego dnia piw.

Jednak tak jak pisałem, faktycznie pośpieszyłem się z wyborem bo gdy sięgnąłem po kartę znajdującą się na stole, stwierdziłem że wybór jest tu całkiem niezły. Jednak, że lecieliśmy dalej to na tym się skończyło.  A taki Coffee&Coconut Robust Porter myślę, że mógłby być ciekawy. No i również posiadają najwięcej węgierskich piw z całej odwiedzonej trójki. Choć na pierwszy rzut oka miejsce wydawało się na najmniej ciekawe, to pod względem wyboru piw raczej nie można na nie narzekać.

Zdaje sobie sprawę, że znajdują się ciekawsze multitapy w Budapeszcie jednak nie zmienia to faktu, iż gdy będziecie kiedyś w okolicach Szimpli warto zatrzymać się na jedno małe piwo w którymś z dwóch pozostałych lokali. Zawsze to jakieś nowe odwiedzone miejsce oraz nowe smaki. Pewnie jeszcze kiedyś do Budapesztu będę chciał wrócić by szerzej poznać węgierski kraft, bo ten nie został przeze nawet dobrze liźnięty. Myślę, jeżeli miałbym krótko jakoś podsumować i skategoryzować odwiedzone miejsca i piwa to wyglądałoby to tak:

Najlepszy klimat – Szimpla Kert

Najlepsze piwo – Hübris C10 pite w Hops Beer Bar

Najlepszy wybór lokalnych piw – STart Craft Beer Bar

Polub i udostępnij: