Bommen & Granaten Rioja Barrel Aged z browaru De Molen

„Sztosy, sztosy, sztosy…” jak to śpiewają dwaj przodowi przedstawiciele piwnej blogosfery. W czasie gdy miłośnicy kraftu wyprzedzają się w wyścigu po kolejne perełki (he he) polskiego polskiego piwowarstwa, można znaleźć również coś ciekawego nawet nie specjalnie szukając.

Podczas ostatniej wizyty w Katowicach odwiedziłem jeden ze znajomych sklepów specjalistycznych tj. Chmielobrodego . Akurat trafilem na niedawną dostawę mniejszych i większych rarytasów z zagranicy, gdzie moją uwagę przykuł jeden z najlepszych Barley Wine’ów, które wypuścił słynny holenderski De Molen – Bommen & Granaten. Obok Weer & Wind jest to ich flagowy przedstawiciel tego stylu, wypuszczany na rynek w kilku wersjach. Oprócz wersji podstawowej, można spotkać się z wersjami leżakowanymi w różnych beczkach. Tym razem miałem do czynienia z Rioja Barrel Aged – leżakowanym w beczce po hiszpańskim winie Rioja. Nigdy nie próbowałem piwa, które spędziło trochę czasu po takiej beczce, zobaczmy więc co z tego się zrodziło.

  • Styl: Barley Wine,
  • Ekstrakt: 30 Plato,
  • Zawartość alkoholu: 11.0 %,
  • Termin: 12.12.2041 (true story),
  • Słody: Pilzneński, caramel;
  • Chmiele: Columbus, Saaz;
  • IBU: 30,
  • Drożdże: Nie wymieniono.

Barwa ciemno bursztynowa. Piana beżowa, obfita, drobnopęcherzyowa, agresywnie się tworzy i syczy – to wskazuje na wysokie nasycenie, trochę niedobrze. Redukuje się po jakimś czasie do pierścienia, pozostawia piękny lacing.

Nastawiając nosa do pokalu na pierwszym planie można wyczuć nuty winne, suszone śliwki, rodzynki, trochę wiśni. Z drugiej strony przyjemna karmelowa podbudowa. Majaczy gdzieś delikatna nuta alkoholowa, a po zamieszaniu wychodzi delikatnie bejca, czyli nuty impregnatu do drewna. Jednak objawia się ona w taki przyjemny sposób, który jest raczej wpływem beczki a niżeli wady w postaci rozpuszczalnika, aldehydu octowego itp.

Pierwszy łyk a tam potężna słodycz! Piwo jest delikatnie wyklejające, likierowate, ma bardzo gęstą fakturę. W końcu ekstrakt w tym piwie robi swoje. Jednak wysycenie okazało się umiarkowane – mogło być trochę niższe ale nie przeszkadza. W tym piwnym likierze czuć z jednej strony rodzynki i kandyzowane owoce, jednak o sobie daje znać wyraźna beczka – dębina, taniny, cierpkość na finiszu, która kontruje słodycz. Piwo mimo takiego ekstraktu jest świetnie zbalansowane i nie ulepkowate, choć to nie za sprawą goryczki, która jest stosunkowo niska.

Tutaj równowagę ewidentnie wprowadziła beczka.  Właśnie dzięki niej, finisz tego piwa jest wytrawny. Choć piwo jest ewidentnie degustacyjne, to pije się je stosunkowo łatwo i z przyjemnością – nic nie przeszkadza, nie gryzie, a wręcz piwo tylko zachęca do kolejnego łyku.

Mistrzostwem w tym piwie jest ułożenie alkoholu – w ustach nie czuć go w ogóle, objawia się jedynie po przełknięciu, rozgrzewając od środka.

Piwo jest bardzo dobrej klasy. Chyba najlepsze piwo De Molena jakie do tej pory piłem. Kosztowało ono 31,50 zł, co za zagraniczne piwo z tej półki jest bardzo dobrą ceną. Do tego śmiało mogę powiedzieć, że nie żałuje ani grosza wydanego na to piwo.  Jakby coś takiego wypuścił polski browar, to był by to PPS – Piwo Powszechnej Spekulacji. Zdecydowanie polecam.

 

Polub i udostępnij: