Projekt Bieganie – cele i założenia

Czas przedstawić jeden z projektów, którym aktualnie się zajmuję. Choć temat bezpośrednio z piwem nie jest związany to stwierdziłem, iż podzielę się również na łamach bloga. Zacząłem ostatnio biegać.

Już na wstępie wygląda to tak, jak zapowiedzi podjaranego nowicjusza, który dwa razy wyszedł przebiec się przez 15 min i czuje taki poziom ekscytacji, jakby przebiegł maraton. Może coś w tym jest, bo spiąłem poślady i zacząłem wychodzić ostatnio się poruszać. Kolejny już raz.

Temat biegania nie jest dla mnie tematem zupełnie nowym. Ba, wręcz pierwsze szlify wykonywałem w wakacje 2013 roku.  Jednak z różnych względów pojawiały się dłuższe i krótsze przerwy. Postanowiłem wrócić do regularnego biegania, bo po mojej przeprowadzce do Poznania jeszcze więcej czasu w tygodniu spędzam siedząc na dupie – albo przed komputerem w pracy, bądź w samochodzie dojeżdżając  i wracając z niej do domu. Okazuje się, że w trybie siedzącym spędzam zdecydowaną większość dnia, co oczywiście nie może wpływać zbyt dobrze na mój organizm.

Z tego względu stwierdziłem, iż muszę się ruszać bo inaczej dojdzie do mojej osobistej zdrowotnej tragedii. Tym bardziej, iż obecnie jest daleko od ideału. Rozpocząłem więc projekt, którego efektem będę nowy-stary ja.

Założenia projektu:

Termin: 31.12.2017 r.

Cele:

  • Ukończyć PKO Silesia Półmaraton w dniu 01.10.2017 r.
  • Do końca roku uzyskać wagę na poziomie 80 kg,
  • Cieszyć się zdrowiem przez najbliższe kilkadziesiąt lat.

Pierwszy z celów to coś, co chciałem osiągnąć już od dłuższego czasu.  Powiem więcej – przygotowałem się już kiedyś nawet do maratonu. Dotychczas biegałem w zawodach na 5 czy 10 km, ale w 2015 roku poważnie pracowałem nad startem w Cracovia Maraton, gdzie miałem pobiec pod sztandarem akcji 42 do szczęścia. Jest to akcja charytatywna, organizowana przez moich znajomych, gromadzącą świetną ekipę biegaczy oraz promująca wspaniałą ideę zbiórki pieniędzy dla osób potrzebujących protez. Polecam wspierać akcję również w tym roku, bo to już 5 raz kiedy będzie miała miejsce w trakcie Cracovia Maratonu.

Niestety ze startu w nim wyeliminowała mnie kontuzja, która odbijała się na mnie jeszcze przez długi czas. Próbowałem w 2016 roku podejść ponownie, lecz niestety i tym razem kolano pozwoliło mi tylko by ukończyć bieg nocny na 10 km, który był niesamowitym przeżyciem, bo przez cały dystans biegłem w strugach silnego deszczu. Tym razem zdecydowałem się przygotować na spokojnie i dać sobie dużo czasu by ukończyć półmaraton, który odbędzie się w październiku.

Tuż po ukończeniu Biegu Nocnego w ramach 15. Cracovia Maratonu, 13. 05. 2016 r.

Drugim z celów wyznaczonych to zrzucenie wagi, a tak naprawdę to powrót do efektów, które osiągnąłem… gdy ostatnio zrzuciłem wagę. Tak – już raz udało mi się schudnąć, ale niestety zaprzepaściłem to dosyć frywolnym podejściem po uzyskaniu efektu.

A było naprawdę świetnie – wziąłem się za siebie z początkiem lipca 2013 roku i we wrześniu mogłem cieszyć się z 13 utraconych kilogramów. Efekt był naprawdę zadowalający, ale nie chciałbym przechodzić znowu tego samego co wtedy. Osiągnąłem szybko spore rezultaty, ale to też nie było zbyt dobre dla mnie. Moja ówczesna dieta była zbyt rygorystyczna i gdy przestałem ją stosować wróciłem w ciągu kolejnych 3 miesięcy do swojej poprzedniej wagi. Teraz już wiem, że nie spore restrykcje żywieniowe tylko zmiana nawyków żywieniowych na stałe, może dać stałe i zadowalające efekty. Do tego przyszła zima i biegać się człowiekowi odechciało (oj jaki to był błąd!). Obecnie bardzo lubię biegać zimą, ponieważ gdy po pierwszym kilometrze organizm się rozgrzeje wtedy temperatura otoczenia nie przeszkadza, a biega się bardzo przyjemnie.

Tym razem dałem sobie sporo czasu na osiągnięcie podobnego rezultatu. Zmieniłem już nawyki, częściej gotuje w domu oraz szykuje sobie kilka małych posiłków do pracy. Jednak też bez tzw. spiny – raz na jakiś czas coś słodkiego lub bardziej tłustego nie zaszkodzi przecież. No i oczywiście piwo – choć nie odmawiam sobie go w zupełności, postanowiłem go również trochę ograniczyć. A może bardziej odpowiednio to ujmując – nabierając w tej kwestii pewnego umiaru.

To wszystko z czym się podzieliłem w tym wpisie (i w jeszcze kilku kolejnych zapewne), tylko zmotywuje mnie do pracy oraz doda wytrwałości. Publiczna deklaracja, to jeden z najlepszych sposobów motywacji. Gdy w 2013 roku osiągałem swoje wyniki, również opisywałem je publicznie. Liczę, że i tym razem uda mi się to osiągnąć, a nauczony błędami przeszłości utrzymam efekty zdecydowanie dłużej, niż przy pierwszej próbie. Trzymajcie kciuki!

 

Polub i udostępnij: