8 rzeczy, których uczy mnie picie piwa

Zainteresowanie piwem kraftowym, które rozwijam od końcówki 2014 roku to zdecydowanie moja pasja. Jeżeli człowiek się czymś jara, to zgłębia tajniki tego tematu i siłą rzeczy nabywa wiedzę oraz rozwija umiejętności, które temu towarzyszą. Czego zatem uczy mnie od tego czasu picie piwa rzemieślniczego?

1. Kultury picia

Picie piwa to nie jest samo jego picie. Piwo podobnie jak wino czy inne alkohole ma swoją kulturę spożywania. W jej zakres wchodzą zasady degustacji, doboru szkła czy nawet kwestia tego, że piwo pszeniczne pijemy z osadem drożdżowym, a w przypadku reszty piw powinien on pozostać w butelce. Z resztą – jest to na pewno temat na osobny wpis, a nawet cały cykl, ponieważ kultura picia piwa jest bardzo bogata.

2. Spojrzenia na piwo

Piwo w oczach zdecydowanej większości społeczeństwa nie jest trunkiem w żaden sposób luksusowym, takie wyobrażenie powszechne jest raczej na temat wina czy whisky. Pierwszym co często zaskakuje u osób, które pierwszy raz się spotykają z kraftem jest po prostu inność – każda „IPA-SRIPA”, czy niemalże wszystko co wychodzi ze stajni kraftowców jest inne niż powszechne „jasne pełne”.

Gdy człowiek zapoznaje się z bogactwem piwnych styli oraz to, że piwo można degustować niczym wino, a nie jedynie żłopać w sześciopaku do meczu, to zmienia swoje podejście do piwa. Ze mną było nie inaczej, do tej pory ogromne wrażenie robią na mnie lambiki (albo raczej „lambici” he he), które powstają w skutek fermentacji spontanicznej i całą otoczką w okół nich (a często nawet smakiem) nie różnią się wiele od wina.

Dopóki nie poznałem piwowarstwa rzemieślniczego, piłem piwo tylko przy okazji spotkań towarzyskich – nigdy nie kupowałem sobie piwerka do domu, by sobie je obalić wieczorkiem. Powód był prosty – nie wyczuwałem z tego żadnej przyjemności. Walory smakowe prawie żadne, o wąchaniu nawet wtedy nie myślałem (a nie rzadko po prostu śmierdzi). Piwka to się można było napić na posiadówie ze znajomymi a nie tam samemu w domu, bo po co. Zmieniło się to definitywnie – picie piwa dla mnie jest obecnie często wielką przyjemnością.

3. Zarządzania finansami

Piwo rzemieślnicze to dosyć droga zabawa. Już pomijam fakt, że za dosyć „podstawowe” piwa trzeba zapłacić w okolicy 7-10 zł. Jednak okazji gdzie wydaje się ok. 20 zł albo i więcej jest naprawdę sporo. Za zagraniczne sztosy, trunki najwyższej jakości wydaje się nawet po 200-300 zł albo i więcej. I z tego względu ja nie chcę narzekać na to, że mnie nie stać w danej chwili na piwo, które chce mieć albo zastanawiać się czy jak teraz je kupie, to czy potem będę mógł sobie kupić coś innego. Z tego względu staram się robić tak, by zawsze na nie mieć.

4. Wyznaczania celów

Temat piwa jest jak każda inna pasja – można ją rozwijać i stawiać sobie nowe cele. Dla jednych piwo to po prostu odkrywanie nowych smaków, dla innych są to podróże bądź zdobywanie ciężko dostępnych w Polsce zagranicznych piw. Z tego względu, iż dzięki mojej pasji powstał również ten blog, mam z nim pewne cele, z którymi mam zamiar się prędzej czy później z Wami podzielić.

Tak bezpośrednio, to samej techniki wyznaczania celów mnie picie piwa nie uczy, bo ten temat zgłębiam już od lat, a nawet z niego szkolę przy okazji moich warsztatów z zarządzania projektami dla studentów. Jednak na pewno kierunek rozwoju mojej pasji stymuluje również i tę dziedzinę, którą staram się uskuteczniać w życiu.

5. Produkcji piwa, piwowarstwa

Zainteresowanie piwem oczywiście wzbudziło moją ciekawość na temat tego jak piwo powstaje oraz jaki jest proces jego produkcji. Przy okazji oczywiście dowiedziałem się o wielu piwnych mitach, oraz o pewnych mechanizmach, które powodują iż najbardziej popularne piwo tj. koncernowe, smakuje i wygląda tak a nie inaczej.

Ten kto mnie zna, albo chociaż zerknął na zakładkę O mnie wie, że zanim zacząłem pisać na temat piwa, to zainteresowałem się piwowarstwem domowym. Tak naprawdę to było impulsem do rozpoczęcia dokumentowania moich poczynań, bo zaraz po pierwszym uwarzonym piwie stworzyłem fanpage mojego Browaru Domowego Cegła. Potem dopiero przekształciło się to w formę blogową, kiedy z różnych względów nie mogłem za często warzyć piwa, a swoim doświadczeniem o piwie, chciałem się ciągle dzielić.

6. Świadomości tego co piję

Wynika to przede wszystkim z poprzedniego punktu, a konkretniej to znajomości składników w piwie i tego jakich walorów piwu dostarczają. Jest to wiedza istotna zarówno z punktu widzenia piwowara jak i degustatora – dobrze jest wiedzieć jaki efekt dają poszczególne słody, chmiele czy drożdże. Oczywiście również ciekawe jest poznanie wad w piwie i z czego one wynikają.

7. Chemii, biologii…

Gdzież bym był dzisiaj, gdybym nie wiedział co to izomeryzacja alfakwasów, 4-winylogwajakol czy dwuacetyl? 😉

8.  Pokory

Trochę rachunku sumienia na koniec. Jestem osobą, która lubi dzielić się swoimi doświadczeniami z innymi (stąd właśnie czytasz tego bloga 😉 ). Lubie mówić o zajawkach, które mnie w danym momencie łapią, nie kryje się z tym. Od momentu gdy zacząłem jarać się piwem kraftowym, a moja fascynacja tym tematem się intensywnie rozwijała, zaczynałem przychodzić z kraftem na imprezy, wyróżniając się w ten sposób. Zdarzało mi się nawet komentować czyjeś wybory co do kupowanego piwa.

Wprawdzie nikt mi tego nie powiedział nigdy bezpośrednio, ale tak – zachodziło to pod bycie bucem i snobem. Byłem trochę jak Ci piwni neofici z legendarnej pasty o piwach środkowej fermentacji z browaru Koczkodan. Nigdy mi to nie przysporzyło żadnych problemów interpersonalnych, ale to też pewnie dlatego, że nie przesadzałem oraz szybko doszedłem do tego sam i zrozumiałem w czym rzecz. Nie każdy musi lubić kraft, nie każdego interesuje, że pije właśnie mokry karton w połączeniu z zupą warzywną, a impreza to niekoniecznie dobry czas i miejsce na degustacyjne uniesienia. Ta sytuacja odbiła się na mnie jako osobie, dała do myślenia i będzie miała wpływ na moje zachowanie w innych sytuacjach życiowych.

A Was czegoś picie kraftu nauczyło? Wynieśliście coś jeszcze spoza tej listy? Zapraszam do dyskusji.

 

Polub i udostępnij: