Cracker oraz Nut Cracker z browaru Deer Bear/whisker.beer

Po święcie Porteru Bałtyckiego czas by w końcu zaprezentować recenzję jednego z ciekawszych wypustów ostatnich dni. Cracker oraz Nut Cracker to Imperialne Milk Stouty, które mają podbić serca miłośników słodyczy w piwie.

Piwa autorstwa Marcina Ostajewskiego (whisker.beer) oraz Grzegorza Durtana (Deer Bear) to de facto te same piwa, różni je jedynie to co znalazło się w wersji „Nut”. Orzechy, które sugeruje nam nazwa zostały osiągnięte poprzez dodanie aromatów naturalnych, których stosowanie często jest tematem „intensywnej dyskusji”, delikatnie mówiąc.

Cracker
  • Ekstrakt wag.: 25%
  • Alk. obj.: 10%
  • Skład: woda, słody jęczmienne (pilzneński, monachijski, wędzony, czekoladowy, jasny, karmelowy, palony), słód pszeniczny, chmiele (Magnum, Sybilla), drożdże (Safale US-05), kawa, laktoza, cukier.

Na pierwszy rzut trafiła oczywiście wersja podstawowa. W aromacie dominuje przyjemna, świeżo mielona kawa. Przykrywa niemal wszystko inne, ale przebija się jeszcze delikatny alkohol.

W smaku jest bardzo słodkie i zaskakujące – gdybym nie wiedział co pije, to po samym aromacie spodziewałbym się czegoś innego, bardziej wytrawnego i mocno palonego. Czekolada i laktoza dają o sobie niebywale znać. Jest kawowa kontra oraz goryczka, ale nie balansują one idealnie tego piwa. Myślę, że jednak takie właśnie było zamierzenie autorów. W Polsce raczej przyzwyczailiśmy się do mocno palonych, popiołowych wręcz i wytrawnych RISów. Tutaj mamy wyraźne odejście od krajowej normy.

Ciała jest odrobinę za mało, mimo iż odczucie w ustach jest dosyć gęste i odrobinę wyklejające. Wysycenie raczej niskie, idealnie został przykryty alkohol. Mimo że Cracker ewidentnie należy do #teamSłodyczka, to pije się go przyjemnie i dosyć łatwo. Musze przyznać, że zrobił na mnie nawet wrażenie.

Nut Cracker

Parametry identyczne + aromaty naturalne.

Po przelaniu zauważalna wyraźniejsza, drobnopęcherzykowa, beżowa piana. W aromacie…to jest coś niebywałego! Intensywne ciasto orzechowe i inne podobne smakołyki w pełnym wydaniu: orzechy, kawa, karmel, toffi, praliny z alkoholem. Niesamowicie przyjemny, zdecydowanie bardziej wielowymiarowy, jednak odrobinę czuć, że sztuczny. Nie przeszkadzało mi to jednak w jego odbiorze.

Za to w smaku…no właśnie. Pamiętam jeszcze na studiach jak piło się kiedyś takiego „drinka”, który nazywany był Monte – była to Soplica Orzech Laskowy z dodatkiem mleka. No i tak to właśnie smakowało. Uwielbiały go dziewczyny, ja moglem tego wypić 2 góra 3 kieliszki. I tak było teraz z tym piwem – mogłem zrobić maksymalnie 3 łyki, więcej nie dałem rady. Dzięki temu moja fascynacja nim była tak krótka, jak walka Popka z Pudzianem.

Zauważalne było również zdecydowanie wyższe wysycenie od poprzednika, co też zapewne wpłynęło na pianę, ale również negatywny odbiór tego piwa. Mogę to wszystko skwitować tylko jednym – aromaty nieporównywalnie zmieniły to piwo, a wręcz je zepsuły.

Podsumowanie

Na pewno oba piwa są ciekawe a kwestia samych aromatów największą z nich ciekawostką. Po degustacji wniosek mam następujący:

Wiele osób oczekiwało tego piwa od samej zapowiedzi i spodziewało się „Polskiego Omnipollo”. Musze przyznać, że sam miałem taką nadzieję, bo kupiłem oba piwa zaraz po premierze, gdy nie znałem jeszcze innych recenzji z sieci. Zawiodłem się i dało mi to do myślenia.

Obecnie mogę stwierdzić, że Cracker oraz Nut Cracker to eksperyment, który miał przede wszystkim pokazać to, jak bardzo aromaty naturalne mogą zmienić piwo. Myślę, że Nut Cracker został z pełną świadomością przegięty, by właśnie to udowodnić. Jednak by się o tym przekonać, należy wypić obie wersje. Sprytne, nie powiem. Czy ten eksperyment zniszczył obraz stosowania aromatów w mych oczach? O tym w następnym wpisie, który od jakiegoś czasu mam w głowie – teraz będzie do niego okazja.

I jeszcze na koniec wyczytałem w odmętach Internetów, że ponoć największe wrażenie robi blend (tj. zmieszanie) obu piw – czuć wtedy zalety obu wersji, które uzupełniają się i ponoć tworzą coś naprawdę fajnego. Szkoda, że nie wpadłem na to by to zrobić, bo jest w tym sens i może faktycznie coś by z tego było. Hmm…a może to jest właśnie sposób? Tak te piwa powinno się pić? Jeżeli tak, to sprytnie do kwadratu, Panowie piwowarzy 😉

 

Polub i udostępnij: