Rok 2016 w 5 punktach

W roku 2016 wiele podziało się na rynku piw rzemieślniczych w Polsce, co chciałbym krótko podsumować. Nie chcę wyróżniać najlepszych czy najgorszych, chce wyróżnić 5 kwestii, które dotyczą piwnego świata, w którym się poruszam.

1. Wysoka jakość (głównie premierowych) piw.

W 2016 roku na rynku polskim pojawiło się kilka piw, które z pewnością można zaliczyć do światowej czołówki. Należy tu wymienić takie przypadki jak Imperium Purunum, Buby Extreme BA czy ART9 Oatmeal Hoptart. Bardzo wysoko można również ocenić Too Young to be Herod 2016 z Artezana, Chocolate Factory czy Let’s Cock Gose z debiutującego Deer Bear. Co więcej – można by tak wymieniać i wymieniać…ale czy muszę dalej to udowadniać?

2. Niestabilna jakość standardowej oferty

Ostatnimi czasy niekiedy trudno sięgać po klasyki. Niestety ale pierwsze dziecko piwnej rewolucji, słynny Atak Chmielu, często pod swoją etykietą ukrywa Atak Karmelu. AleBrowar również swoją podstawową (i nie tylko) ofertą obniżył loty (choć ostatnio pity Rowing Jack w AleBrowar Wrocław trzymał fason). I nie dotyczy to tylko piw, które uznane są za kanony, dostępne niemal od początku piwnej rewolucji – problem sięga wielu piw, które pojawiły się ofercie na stałe i doczekały się przynajmniej dwóch warek.  Brak powtarzalności w polskim krafcie to coraz częstszy problem, nad którym same browary (szczególnie kontaktowe), mają problem by zapanować.

3. Intensywny rozwój rynku…ale może już trochę przesyt?

W 2016 roku można było zauważyć napływ kraftu do sieci typu Tesco, Auchan czy Carrefour. Jest to pewien plus, który na pewno zwiększa świadomość w społeczeństwie istnienia piw rzemieślniczych, bo przeciętny Kowalski podczas tradycyjnych zakupów z kategorii „w niedziele po kościele”, może dostrzec te wynalazki, albo nawet się z nimi zapoznać.

Trend z poprzednich lat w roku ledwie minionym również nie ustąpił – pojawiło się wiele piwnych premier, nowych browarów, ale również festiwali. Niestety z drugiej strony można odczuwać wrażenie przesytu – pomijając już fakt, że wszystkiego spróbować się nie da, to liczba premier powoduje iż wiele powstaje piw, które przepadają bez echa. I to wcale nie przez marketing browaru czy warunki rynkowe – po prostu jest on zalewany przeciętnymi, albo wręcz słabymi piwami, które bywają nieraz jednorazowymi wypustami. Wiele jest również browarów, które się nie przebiły przez tłok konkurencji.

Piwny kalendarz na pewno również obfitował w sporą ilość piwnych festiwali, na których obecność trzeba raczej rozważnie planować – trudno jest pojawić się na wszystkich ważniejszych imprezach roku, choć można oczywiście próbować. Mnie udało się odwiedzić Silesia Beer Fest, Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa, jesienny Warszawski Festiwal Piwa oraz Poznańskie Targi Piwne. W tej kwestii również spotyka się dwie strony medalu – z jednej strony ilość piwnych festiwali wynikają z rosnącej popularności kraftu, z drugiej jednak charakteryzują się tym…że wszystkie są takie same. Głównym wyznacznikiem atrakcyjności imprezy są piwa, które oferują wystawiające się browary – wszystko co wokół tego jest wszędzie bardzo zbliżone. Wg mnie formuła festiwali się trochę wypala, ciekawe czy coś w przyszłości się zmieni w tym zakresie.

4. Odważne ruchy

Tymi od zawsze mogła pochwalić się Piwoteka, a w ubiegłym roku nie zwalnała tempa. Oprócz piw z dodatkiem „dziwnych” dla wielu składników typu chrzan czy śledź, to do odważnych i wymagających pochwały ruchów jest kooperacja z De Molenem. Warto również pochwalić za ogólnie rozwijający się kierunek wykorzystania drożdży dzikich, również bardzo spodobała mi się inicjatywa wypuszczenia kwaśnego RISa, którą podjęły się Pinta, a wcześniej jeszcze Browar Spółdzielczy. Jednym z ciekawszych wypustów tego roku było 1 na 100 z browaru Kormoran – niemal bezalkoholowa żytnia APA, która wiele razy umilała mi konieczność powrotu samochodem, gdy chciałem napić się piwa. No i oczywiście jopejskie, które premierowo w trakcie Warszawskiego Festiwalu Piwa zaprezentował Browar Olimp.

5. Kraftopodobne przedsięwzięcia

Koncerny czy browary regionalne nie śpią i próbują jakoś się wyróżnić. Choć w ciągu ostatniego roku można było zauważyć pozytywne przypadki – można pochwalić browar Fortuna za serię Miłosław Warzy Śmiało, która w swojej cenie jest absolutnie do zaakceptowania – to jednak zdecydowanie więcej negatywnych próby wejścia w świat kraftu. Do tej pory Żywiec jako jedyny koncern poczynił kroki w stronę piwnej rewolucji, wypuszczając takie piwa jak APA czy Saison. Sytuacja się zmieniła, gdy obiło się szerokim echem uruchomienie Polskich Browarów Sezonowych z bardzo „atrakcyjną” ofertą dla beergeek’ów, a do tego promowana jako kategoria premium dostępna jedynie w dobrych lokalach. Za całą inicjatywą stoi Carlsberg Polska oraz Browar Staropolski, który dla nich te piwa warzy – jakby nie było jest to ewenementem, by ktoś dla koncernu robił piwo. A mogli zabić, poprzez kupno. Kolejnym przykładem jest Van Pur, który do Biedronek rozdystrybuował markę Cechowe, a pod koniec roku pojawiły się piwa sygnowane jako Manufaktura Piwna, wyprodukowane przez browar Jabłonowo. Albo jeszcze True Bunny z browaru Fuhrmann…pozwolę sobie na tym zakończyć.

 

Polub i udostępnij: