Poznańskie Targi Piwne 2016 – relacja

Kolejny w tym roku festiwal, kończący tegoroczny kalendarz większych piwnych wydarzeń. Trzy tygodnie po Warszawskim Festiwalu Piwa, tym razem Poznań zaserwował wielbicielom piwowarskiego rzemiosła kolejną wysokiej klasy imprezę.

Poznańskie Targi Piwne to wraz z festiwalem wrocławskim i warszawskim największe piwne festiwale w Polsce.  W tym roku udało mi się na wszystkich trzech imprezach być, z czego jestem zdecydowanie zadowolony. Ostatni w kolejności poznański festiwal był dla mnie zdecydowanie wyjątkowy. Dlaczego? Głównie ze względu na rolę jaką w nim odegrałem, ale o tym za chwilę.

Na festiwal dotarłem w piątek ok godz. 23:00, jechałem niemal bezpośrednio z Białegostoku, gdzie przez ostatnie 3 dni byłem w delegacji służbowej. Oczywiście wg wstępnych planów miałem pojawić się na miejscu o 20:00, ale jak to często w życiu (a raczej na wyjazdach służbowych) bywa, oczekiwania rozmijają się z rzeczywistością.  Dojechałem do domu po dziesiątej, zostawiłem walizkę i od razu pojechałem rozeznać się jak to wygląda. Miał to być mój pierwszy raz nie tyle na PTP, co w ogóle na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich.

O tej godzinie widać było już zdecydowany odwrót uczestników, którzy udawali się w dużej mierze w stronę wyjścia. Oczywiście znaleźli się i tacy, których niemal trzeba było wyganiać, nawet pół godziny po zamknięciu.

_mg_2447-cr2

_mg_2438-cr2

Jak już wspominałem, poświęciłem tę godzinę z hakiem na rozeznanie się jak impreza wygląda. Muszę przyznać, że logistycznie jest to najlepiej zorganizowany festiwal w Polsce. Międzynarodowe Targi Poznańskie to idealne miejsce, dedykowane pod tego rodzaju imprezy. Poczynając od lokalizacji, poprzez dostępną przestrzeń oraz takie kwestie jak możliwość wjazdu na teren hali ciężarówką, by browary mogły wyładować/spakować się – to naprawdę świetne miejsce na piwny festiwal. Jedynym minusem jest zbyt mała ilość toalet na taką ilość przewijających się przez targi osób, która była nadrabiana toi toiami przy strefie food truck’ów.

Skoro już do nich nawiązałem – na jedzonko głodni raczej nie powinni narzekać. Dwie strefy mobilnych restauracji były dosyć dobrze wyposażone, jedynie pogoda trochę popsuła sprawę – przez większość festiwalu (szczególnie w sobotnie popołudnie i wieczór) lało i było zimno, co oczywiście rodziło pewien dyskomfort spożycia posiłków. W środku jednak również można było coś przekąsić, a wg mnie hitem był sernik „Gusiness Extra Stout” serwowany przez Yes Ser. Pyszności! 🙂

Skromny piątek dla mnie był dla mnie najbardziej tradycyjny jeśli chodzi o obecność na festiwalu. Jednak to sobota i niedziela zapowiadały się najciekawiej, głównie ze względu na moją rolę na targach.

W służbie festiwalowi jako Chmielik

Pewnego dnia na mojej Facebook’owej tablicy pojawił się interesujący post opublikowany przez fanpage PTP.  Dotyczył on rekrutacji do ekipy Chmielików – wolontariuszy zaangażowanych w pomoc w trakcie festiwalu. Biorąc pod uwagę to, że przez 5 lat (większość czasu studiowania i chwilę po) byłem zaangażowany w Europejskie Forum Studetnów AEGEE – stowarzyszenie non-profit, organizujące wiele szkoleń czy konferencji międzynarodowych, to była to dla mnie nie lada gratka. Możliwość uczestniczenia w targach od środka była na tyle kusząca, że ochoczo wypełniłem formularz i zostawiłem swoje zgłoszenie.

Następnie po spotkaniu rekrutacyjnym, które było raczej luźną rozmową o oczekiwaniach i dyspozycyjności oraz odprawie kilka dni przed targami, można było śmiało się wczuć w rolę Chmielika. Swoją zmianę miałem w sobotę od 18:30 do końca festiwalowego dnia tj. 00:30 oraz w niedzielę od 14:00 do 20:00.

W sobotę byłem odpowiedzialny za wydawanie piwa festiwalowego, które przysługiwało każdej osobie, która miała bilet. Co trzeba przyznać – niby prosta robota, ale nie było lekko, tym bardziej że sobotni wieczór wielu Poznaniaków zdecydowało się spędzić na targach. Po pół godzinie już automatycznie i bez zastanowienia udzielałem odpowiedzi na tzw. FAQ:

  • A co to jest za piwo?
  • A kto je uwarzył?
  • A jakie są do wyboru?
  • To tylko jedyne, nic innego nie ma?
  • A szklaneczkę też mogę wziąć?
  • A mogę ją sobie kupić?
  • A mogę kupić to piwko?

I jedno ze stosunkowo często zadawanych:

  • A gdzie jest piwna matura?

No do tego jeszcze przejdę później.

wydawkaptp
Takie tam, z paletami piwa.

Dzięki temu, że za bardzo nie było jak się nudzić, czas zleciał dosyć szybko. Niedzielny poranek był czasem na zregenerowanie sił i pojawiłem się na targach dopiero przed 14:00, czyli przed moją kolejną zmianą.

Tym razem byłem odpowiedzialny za salę, czyli dbanie o ogólny porządek oraz współpracę z wystawcami przy wymianie wykorzystanych kegów. Ta zmiana była nieporównywalnie mniej intensywna niż w dniu poprzednim – przede wszystkim dlatego, że uczestników imprezy było już zdecydowanie mniej. Ostatni dzień targów również kończył się o wiele wcześniej bo o 18:00. Dlatego najwięcej pracy dopiero pojawiło się po zakończeniu imprezy, gdzie trzeba było zabrać się za uprzątnięcie tego wszystkiego.

Wracając tramwajem do domu po godz. 20:00 pojawiło się w mojej głowie pytanie – czy było warto? Odpowiedź zrodziła się od razu – oczywiście, że tak. Jak już wspominałem, niegdyś działałem już przy różnych eventach, koordynowałem wiele z nich, jednak nigdy nie uczestniczyłem w projekcie o takiej skali.

Dlatego jeżeli co do słuszności działań wolontariackich jestem przekonany od dawna, bo tak na prawdę w wolontariacie nigdy nie pracujesz za darmo (polecam odwiedzić blog Andrzeja i poczytać o tym szerzej), to jednak po Poznańskich Targach Piwnych – największej imprezie, przy której miałem okazję pomagać, kilka małych pytań w głowie się zrodziło. Po krótkim zastanowieniu, odpowiedzi na nie tylko potwierdziły to, co dotychczas ze społecznego zaangażowania wynosiłem: nowe znajomości, doświadczenie oraz satysfakcja w dołożeniu cegiełki do dużego przedsięwzięcia. No i oprócz tego koszulka, kilka sztuk festiwalowego piwa i darmowe wejściówki dla siebie i znajomych 😛 Polecam każdemu spróbować w przyszłym roku.

Kolejnym wyjątkowym elementem tegorocznych targów był…

Beer Blog Day

Gdy dowiedziałem się, że w trakcie targów będzie możliwość uczestnictwa w Beer Blog Day, wpisałem to od razu na listę ‚must be’! Inicjatywa, którą zorganizował Jurek Gibadło z bloga Jerry Brewery była dosyć udana. Fajną możliwością było spotkanie się z piwną blogosferą i jej starymi wyjadaczami. Prelekcje były ciekawe, choć trochę brakowało mi w niej praktyki.

Na początku Jurek opowiedział o marketingu bloga, następnie Kacper z Piwnej Zwrotnicy opowiedział o roli designu w sukcesie bloga. Michał Kopik, właściciel browaru Kingipin oraz bloga Piwny Garaż opowiedział o piwnej fotografii i na co zwracać w niej uwagę, bazując na swoich doświadczeniach. Część wykładową zakończył Kamil Prystapczuk z alechanted.pl, który opowiedział o warzeniu piwa jopejskiego.

_mg_2403-cr2

_mg_2418

_mg_2426

Dzięki obecności na Beer Blog Day miałem również ostatnią okazję, by spróbować piwa jopejskiego, o którym opowiadał Kamil. To co oferuje ten trunek jest odwróceniem pojęcia o piwie o 180 stopni – niebywały aromat powideł śliwkowych i pumpernikla. W smaku bardzo złożony syrop, w którym podobnie najbardziej wysuwają się owoce i chlebowość. Niesamowite doświadczenie.

jopejskie

Spotkanie blogerskie kończyła degustacja piw z użyciem szkieł ufundowanych przez Spiegelau, w której akurat już nie uczestniczyłem – zbliżała się moja sobotnia zmiana przy wydawce oraz do tego test był wyłączony z części otwartej spotkania.

Podsumowując – z chęcią wezmę udział w przyszłym roku, bo inicjatywa jest zdecydowanie warta kontynuacji. Blogosfera jako ogół ma wiele wydarzeń, które ją integrują i pozwalają blogerom na rozwój swoich blogów poprzez nowe znajomości oraz przekazywaną wiedzę. Tematy blogów są zróżnicowane, a każdy z nich ma swoją specyfikę – nie inaczej jest z piwem. Stąd warto networkingowo podziałać i wspierać się wzajemnie, by kraftowa część przestrzeni w Internecie zyskiwała większej popularności oraz profesjonalizmu.

Konkurs Piw Domowych oraz Kraft Roku

W trakcie targów odbyły się dwa konkursy, zarówno dla piwowarów domowych jak i browarów komercyjnych. Tegoroczny Konkurs Piw Domowych, zdominowała pszenica w trzech kategoriach: American Wheat, Witbier oraz oczywiście Hefeweizen.

Z tego co się dowiedziałem to największy poziom był w kategorii American Wheat. Z tej kategorii został również wybrany zwycięzca Grand Prix lub nawiązując do nomenklatury ze słynnego festiwalu Birofilia – Grand Champion. To tylko pokazuje jak warto w takich konkursach brać udział, ponieważ laureat otrzymał możliwość uwarzenia komercyjnie swojego piwa w browarze Nepomucen.

Kolejnym konkursem, można by rzec Kraftowymi Oscarami, był konkurs Kraft Roku 2016. Wyniki konkursu wywołały wiele kontrowersji, głównie ze względu na poziom piw, które zostały laureatami. Wiele znanych i szanowanych browarów takich jak Artezan czy Pracownia Piwa nie wzięły udziału w konkursie.

Konkurs ten okazał się głównie skocznią dla mniejszych browarów, których piwa zeszły się znacznie bardziej po ogłoszeniu wyników. Niemniej zostaje jednak niesmak tego, że tytuł Kraftu Roku trafiał dla piw, które nawet wg mniej zorientowanych w rynku piwowarstwa rzemieślniczego są uznawane za przeciętne. O poziomie wskazuje również sytuacja, że w niektórych kategoriach nie przyznano żadnego medalu, a w większości widnieje luka na podium. Mam jednak nadzieje, że konkurs się rozwinie i najlepsze piwa na naszym rynku będą ze sobą rywalizowały o być może wkrótce prestiżowy tytuł, najlepszego piwa rzemieślniczego roku.

Piwa na festiwalu

Na koniec kilka słów o piwnych propozycjach, które miałem okazje spróbować na festiwalu. Nigdy na żadnym festiwalu, (tym bardziej, że byłem na nim obecny przez większość czasu) nie wypiłem tak mało piw. Wspomniane już obowiązki spowodowały taki stan rzeczy, lecz oczywiście swoje musiałem spróbować.

Rozpocząłem festiwal od Kwasu Eta z Pinty, czyli Sour Pumpkin Ale. Piwo okazało się całkiem przyjemne, z lekkim ciałem i delikatną kwaśnością. Bardzo pijalne, ale niczym za bardzo się nie wyróżniło.

Potencjalnym hitem był The Blogger, czyli piwo uwarzone przez Brokreację oraz piwnych blogerów. Biorąc pod uwagę dosyć pojechany styl, piwo okazało się stosunkowo grzeczne, ale jeszcze trochę nieułożone. Było czuć przyprawy, było czuć wędzonkę, ale również bejcę oraz alkohol. Trochę niestety męczyłem to piwo, ale w następnym roku ma być uwarzona kolejna warka już z nową recepturą. Zobaczymy jak wyjdzie.

Pożegnanie lata z Pracowni Piwa to jeden z najlepszych polskich kwasów, a jest to dopiero pierwszy kwas ze stajni Pracowni. Duży szacunek za to piwo, jest ekstremalnie pijalne oraz zbalansowane.

Coffeelicious Special z Piwnego Podziemia to fantastyczny Sweet Stout, z wanilią i kawą. Wanilia jest tak wspaniale wyczuwalna, niczym piwo leżakowane w beczce. Do tego dobra kontra goryczkowa do słodkiego i wyraźnego ciała. Kolejne świetne piwo z tego browaru.

_mg_2381-cr2
Pożegnanie Lata z Pracowni Piwa

 

_mg_2394-cr2
Coffeelicious Special z Piwnego Podziemia

Warto też wspomnieć o piwie festiwalowym. Uwarzył je browar Wąsosz pod nazwą Movembeer. W wyniku głosowania na Facebooku, wybór padł na owocowy sour, co ostatecznie zastaliśmy w postaci kwasu z dodatkiem mango. Piwo okazało się średnio udane: kwaśność na słabym poziomie, wyczuwalne mango, wyraźna zbożowość od słodu pszenicznego, ale również było czuć delikatny warzywno-zieminaczany posmak. Prawdopodobnie to efekt przepasteryzowania piwa. Słyszałem opinie, iż na stoisku Wąsosza wersja lana była znacznie lepsza. Choć mimo to i tak piwo mi nawet smakowało.

Podsumowanie

Poznańskie Targi Piwne to niewątpliwie jedno z najlepiej zorganizowanych piwnych festiwali w Polsce. Kwestie logistyczne, o których wspominałem robiły zdecydowanie robotę. Choć nie obyło się bez drobnych wpadek. Duże kolejki do kasy, które przez pewien czas były dosyć uciążliwe zostały rozładowane w momencie, gdy poinformowano oczekujących o ciągłej możliwości zakupu wejściówki przez Internet.

Słabe było również oznaczenie miejsc, w których odbywały się towarzyszące imprezy. By trafić na salę A, gdzie Beer Blog Day miał miejsce, trzeba było wejść przez drzwi…przysłonięte niemal przez trucka z karcianymi grami i planszówkami. Podobnie z Piwną Maturą – początkowo sam nie wiedziałem gdzie ona się odbywa i nie byłem w stanie udzielić odpowiedzi pierwszej osobie, która mnie o to zapytała na wydawce. Już później dowiedziałem się i  miałem okazje kilka razy wskazać uczestnikom miejsce egzaminu.

Problemem okazały się również karnety 3 dniowe w formie opaski, które przez wielu były zrywane tuż po pierwszym dniu, a następnego mieli problem z wejściem na teren festiwalu. Ostatecznie ta kwestia również została rozwiązana, bo aby dostać opaskę, należało wcześniej przecież kupić bilet. To wszystko są jednak drobnostki – siła plusów imprezy zdecydowanie przeważa, a imprezę można było uznać za bardzo udaną.

 

Polub i udostępnij: