5 Warszawski Festiwal Piwa – relacja

Warszawski Festiwal Piwa, który miał już swoją piątą edycję stał się historią. Impreza, która wypracowała sobie miano czołowego festiwalu piwowarstwa rzemieślniczego w Polsce, była łakomym kąskiem dla każdego beergeeka.

To dopiero mój pierwszy raz na WFP i od razu przekonałem się, jak mocną pozycję na piwnej mapie Polski ten festiwal ma.  Już od dłuższego czasu data jesiennej edycji festiwalu była zapisana w pamięci jako obowiązkowa pozycja w tym roku. Na festiwal wybrałem się dopiero w ostatni dzień tj. w sobotę 15.10.2016 r. Z jednej strony trochę późno, ale generalnie to mimo wszystko było warto.

Do Warszawy dotarłem ok. godz. 8:15 co wymusiło na mnie pobudkę o godzinie 4:00 i wyjazd dokładnie o 5:12 z Poznania. Chciałem być już od samego otwarcia czyli od 12:00 na terenie festiwalu, więc musiałem przyjechać do stolicy stosunkowo wcześnie (nie miałem później sensownego transportu). Poranek wykorzystałem do spacerowania po stolicy z aparatem i zwiedzenia kilku miejsc, których dotychczas w Warszawie nie widziałem. Głównym celem spaceru były Łazienki Królewskie, a tak się składa, że są w sąsiedztwie do stadionu Legii, leżącego przy Łazienkowskiej 3. Plan wycieczki po Warszawie ułożony był idealnie, więc punktualnie w południe zjawiłem się pod stadionem.

_mg_2094

_mg_2096

Pierwsze co zrobiłem to udałem się do kasy po wejściówkę. I tutaj pierwsze zaskoczenie tego dnia – czekając w kolejce podszedł do mnie gościu i spytał się, czy czekam w kolejce po bilet na WFP. Po mojej twierdzącej odpowiedzi wręczył mi bilet, tłumacząc się tym, że kupił go ale nie chciano uznać mu w kasie zwrotu. A mógł go przecież mi odsprzedać i miałby swój oczekiwany zwrot. Dziwna sprawa, ale w sumie nie protestowałem – zawsze jedno piwo do przodu.

Po wejściu na teren festiwalu pierwsze co zrobiłem to poleciałem po festiwalowe szkło, które jest po prostu genialne. Zaprojektowany specjalnie na WFP niuchter, oprócz nietypowej i pięknej prezencji, idealnie podkreśla walory pitego z niego piwa pod względem sensorycznym. Ciekawostką wyłapaną przeze mnie przy stoisku festiwalowym było to, że tuż za płotem odbywał się akurat trening pierwszej drużyny Legii. Co więcej, wejście na boisko treningowe było otwarte i nie brakowało przechodzących gapiów, którzy mogli podpatrzeć taktykę szykowaną na mecz z Realem w Madrycie ( ͡° ͜ʖ ͡°)

_mg_2097
Legia sobie trenuje a obok piwo leją. Dużo piwa.
Układ festiwalu

Kolejnym krokiem było zapoznaniem się z terenem festiwalu. Jeszcze przy głównym wejściu trudno było nie zauważyć strefy nowych browarów, gdzie znajdowały się m. in. stołeczne Łańcut i Palatum, czy Browar Zakładowy.

Jednak dwa piętra wyżej (na pierwszym poziomie odbywał się turniej piłkarzyków) skupiła się niemal cała zabawa – znajdowała się tam śmietanka polskiego kraftu i inne „stare” wygi: Artezan, Pracownia Piwa, Piwne Podziemie oraz wiele innych. Osobiście w tym zestawieniu brakowało mi Browaru Piwoteka, który wyróżnia się na polskiej scenie piwowarstwa rzemieślniczego bardzo ciekawymi i specyficznymi pomysłami na piwo. Oprócz rodzimych przedstawicieli na festiwalu gościli szanowani zagraniczni wystawcy: To Øl, Brew Dog, Põhjala a na stanowisku Chmielarni serwowane było Omnipollo.

_mg_2099

_mg_2108

Na trzecim piętrze można było zapoznać się z ofertą browarów takich jak Raduga, Faktoria czy Waszczukowe. Oprócz tego Twój Browar prezentował sprzęt piwowarski a Beer Enthusiast serwowało piwne promocje, sprzedając zagraniczne piwa pod koniec terminu ważności w okazyjnej cenie.

Stracone okazje, ale bez żalu

Przyjeżdżając ostatniego dnia byłem świadomy, że wiele sztosów mnie ominie.  Nie miałem okazji spróbować Jopena z Browaru Olimp, czyli pierwsze w Polsce komercyjnie uwarzone piwo jopejskie, Eis Bocka z Pinty, Bubę Extreme BA z Szału Piw czy Imperial Smoky Joe BA z Alebrowaru. Nie udało mi się również spróbować jednej z największych ciekawostek festiwalu czyli wody gazowanej z chmielem, którą wypuścił Nepomucen pod nazwą Nachmielona Hoptimum. 400 butelek rozeszło się już pierwszego dnia, ale dowiedziałem się od przedstawiciela browaru, że do 2 tygodniu Nachmielona powinna trafić do sklepów, zależy jak uwiną się dystrybutorzy. Pierwsze recenzje są bardzo pozytywne, dlatego na pewno butelkę prędzej czy później dorwę 🙂

_mg_2107

Mimo przepadłych okazji, wybór dostępnych piw był jednak tak ogromny, że w żaden sposób nie byłem tym zniechęcony. Udało się spróbować co nieco, a o wrażeniach z degustacji napiszę w kolejnym tekście.

Ludzie

W trakcie imprezy można było spotkać większość czołowych postaci polskiego kraftu – zarówno piwowarów, mniej lub bardziej znanych blogerów, czy znane osoby lecz niekoniecznie z branży:  ze swoją latająca kamerą spotkać można było słynnego św. Tomasza z Kopyru, certyfikowany sędzia PSPD Radosław Kotarski poprowadził ciekawy wykład dotyczący historii piwowarstwa, tego co po historycznych stylach nam pozostało oraz jak browary powinny do odtwarzania stylów podchodzić. Z kolei Jerry Brewery poprowadził prelekcję dotyczącą piwnego szkła, która w bardzo przystępny sposób głównie wprowadzała do tematu osoby zaciekawione festiwalem, ale niekoniecznie jeszcze wtajemniczone w degustację piwa.

_mg_2129

_mg_2154

Ciekawostką była również obecność Krzysztofa Gonciarza, który na co dzień stacjonuje w Japonii, a aktualnie jest w trakcie trasy po Polsce gdzie spotyka się ze swoimi fanami. Jak się okazało dobre piwo również i jemu nie jest obce 🙂

Jak to się mówi: Kraft to nie są browary, to nie jest piwo, czy festiwale. Kraft to są ludzie. I tego typu imprezy to właśnie potwierdzają. Miałem okazje spotkać na festiwalu zarówno znajome twarze, jak i przede wszystkim poznać wiele nowych ciekawych osób, z którymi można było mniej lub bardziej poważnie spędzić czas. I to tylko potwierdziło, jak warto było do stolicy się wybrać.

Organizacyjnie

Stadion Legii to generalnie dobre miejsce na festiwal: jest dobry dojazd z centrum, również możliwość sączenia browarka na trybunie jest na pewno atrakcyjne dla gości. Do godz. 18:00 poruszanie się po ternie festiwalu było dosyć swobodne. Czym później tym przebicie się przez tłum było coraz bardziej kłopotliwe. To wskazywało, iż frekwencja generalnie dopisała, choć z drugiej strony organizatorzy może powinni pomyśleć o tym, by jakoś rozszerzyć teren festiwalu. Na dłuższą metę było to odrobinę męczące.

Ciekawe było wydzielenie wspomnianej już strefy nowych browarów – pozwoliło to w pewien sposób skupić na nich uwagę. Z drugiej zaś strony, na trzecim piętrze można było mieć wrażenie, że znajdują się browary gorszego sortu. Być może są to dosyć daleko idące wnioski, ale co na to wpłynęło:

  • Na parterze strefa nowych browarów – wydzielenie w konkretnym celu.
  • Cała śmietanka, praktycznie wszyscy mieli stoiska na piętrze drugim.

A na trzecim piętrze? Parę browarów, Ci, którzy nie pomieścili się na drugim. Prawdopodobnie wynikało to z kolejności zgłoszeń, czy po prostu kwestii finansowych. Ja to rozumiem, ale nie zdziwiłoby mnie gdyby szczególnie u mniej zorientowanych w kraftowym rynku osobach, myśl o mniej atrakcyjnych browarach z trzeciego piętra pojawiła się w ich głowach.

Podsumowując organizacje muszę jednak pochwalić organizatorów. Festiwal jest na tyle atrakcyjny, że ściąga czołówkę polskich oraz europejskich browarów, a to przyciąga konsumentów z całej Polski na festiwal. Interesujące wykłady i warsztaty, zarówno darmowe i jak płatne, również dodają wydarzeniu atrakcyjności. Warszawski Festiwal Piwa potwierdził opinie, którą sobie wyrobił i podniósł wysoko poprzeczkę kolejnej imprezie, jaką będą Poznańskie Targi Piwne tuż na początku listopada.

Po więcej zdjęć zapraszam na Fejsbuka.

Polub i udostępnij: