Hey Now Wheat Wine z Pracowni Piwa

Po ostatnich upalnych wrześniowych dniach, jesień zaczęła się dawać nam we znaki. Po letnich miesiącach, w których można było raczej szukać orzeźwienia, przyszedł czas na spróbowanie czegoś mocniejszego. Padło na Hey Now Wheat Wine z podkrakowskiej Pracowni Piwa.

Pracownia Piwa to znana i szanowana marka na rynku polskiego piwowarstwa rzemieślniczego. Śmiało można powiedzieć, że miejsce w pierwszej trójce się należy. Z tego względu, nie zastanawiałem się zbyt długo, gdy zobaczyłem to piwo robiąc zakupy w Chmielobrodym. Tym bardziej, że ze względu na zbliżający się termin przydatności do spożycia (25.09.2016 r.), piwo zostało objęte małym rabatem. Biorąc pod uwagę styl, można było brać „bez obawień„.

No właśnie – piwo to nawiązuje do stylu Barley Wine, lecz ze względu na udział słodu pszenicznego została wykorzystana nazwa Wheat Wine. Czego można się spodziewać? Mocarza, niszczyciela, ambrozji…na pewno niczego sesyjnego, a czegoś czym można się delektować oraz grzać podniebienie.

Kilka informacji o piwie:

  • Ekstrakt: 25 BLG,
  • Alk. obj. 10%,
  • IBU: 45
  • Pojemność: 330 ml
  • Słody: jęczmienny i pszeniczny,
  • Chmiele: Amarillo i Citra.

wheat_wine_kontra

Z butelki aromat słodki owocowy, majaczą gdzieś cytrusowe nuty od amerykańskich chmieli – akurat na to czas mógł wpłynąć negatywnie. Po przelaniu do szkła dodatkowo wychodzi dosyć intensywny alkohol, co niestety mi przeszkadzało w ocenie aromatu i jego odbiorze.

Jeśli chodzi o prezencję – Barwa ciemnozłota, pomarańczowa. Piany niemalże absolutny brak, co akurat w przypadku mocno ekstraktywnych oraz słodkich piw nie jest zaskoczeniem. Piwo mętnie, nieprzejrzyste. Trzeba było uważać by nie wlać osadu drożdżowego – przez to również zostało w butelce całkiem sporo piwa, a jest to jedynie butelka 0,33.

wheat_wine_osad

Wreszcie przechodząc do smaku – na pierwszy plan wychodzą bardzo słodkie owoce, najbardziej kojarzące mi się z brzoskwiniami w syropie.  Piwo jest bardzo słodkie, gęste, ma sporo ciała. Jest również dosyć gładkie i likierowe. W smaku zadziałał czas – wyczuwalny w aromacie alkohol bardzo ładnie się ułożył, nie kąsa podniebienia, czuć go dopiero gdy rozgrzewa przełyk i żołądek. Goryczka jak dla mnie jest najwyżej średnia. 45 IBU przy takim ekstrakcie, nie daje oszałamiającego efektu, choć jakaś kontra dla słodyczy jest.

Sama Pracownia Piwa nawiązuje do tego, iż początkowo był to Quadrupel i takie też mam z tym piwem skojarzenia. Nie jest to klasyczny Barley Wine, w ślepym teście pewnie bym powiedział, że to jakiś mocniejszy belg. Co dla mnie jednak nie jest specjalną zaletą.

Przede wszystkim kłania się tu kwestia gustu – niestety tego typu smaki nie należą do moich ulubionych. Tyle. Jedni wolą jedno, drudzy wolą drugie. Przez to nie mogę powiedzieć że jest to piwo, które powaliło mnie na ziemię. Niemniej jeżeli miałbym obiektywnie ocenić, to nic mu nie brakuje i fani stylu nie będą zawiedzeni. Na pewno czas mu pomógł, bo alkohol w momencie premiery był zapewne bardziej wyraźny, choć z drugiej strony odbiło się to na aromacie amerykańskich chmieli. Piwo jest bardzo dobrze wykonane: ma ciało, ma moc, wiele się w nim dzieje. Stąd ocena nie może być inna i śmiało polecam.

Polub i udostępnij: