ART+9 Oatmeal Hoptart z Browaru Stu Mostów/Bristol Brewing Company

Nadszedł czas na jeden z artefaktów. Piwo, o którym wg mnie było zdecydowanie za cicho. A jest o czym trąbić, bo piwo spokojnie może stanąć na podium wraz z Imperium Prunum w kategorii Piwo Roku 2016. Przed Państwem ART+9 Oatmeal Hoptart z Browaru Stu Mostów, uwarzonego wspólnie z Bristol Brewing Company.

ART to marka, którą Browar Stu Mostów oznacza swoje kooperacyjne piwa. Trzeba jednak zwrócić uwagę, iż nie są to po prostu kolejni „nudni” przedstawiciele danego stylu. Zdecydowanie pod piwami spod znaku ART kryje się kreatywność.

Piwo to udało mi się dostać stosunkowo niedawno, ok. 2 miesiące po premierze. I jak to się mówi „wygrałem życie” rezerwując sobie w odpowiednim czasie i miejscu ostatnią butelkę tego piwa, wyprzedzając o kilka sekund następnego chętnego (pozdro dla Jepiwki oraz piratów z Chmielobrodego).

Przechodząc do meritum – co to w ogóle za piwo? Jest to Berliner Weisse, czyli piwo z dodatkiem słodu pszenicznego, zakwaszone bakteriami kwasu mlekowego. Teraz zaczyna się właśnie kreatywność: zostało nachmielone bardzo aromatycznymi odmianami chmielu pochodzenia amerykańskiego oraz australijskiego: Citra, Topaz oraz Galaxy.  Do zasypu dodano również płatków owsianych, co powinno mieć wpływ na aksamitność piwa. Jest ono bardzo lekkie, bo ma jedynie 9 BLG oraz 3,7 % alkoholu – jak dla mnie ogromny plus, a biorąc pod uwagę kiedy była premiera, to był to strzał w 10tkę, jeśli chodzi o piwo na lato.

Podsumowując:

  • Słody: jęczmienny, pszeniczny;
  • Dodatki: płatki owsiane, bakterie kwasu mlekowego;
  • Chmiele: Citra, Topaz, Galaxy;
  • Ekstrakt: 9 BLG,
  • ABV: 3,7 %,
  • Goryczka: 22 IBU,
  • Drożdży nie wymieniono,
  • Objętość: 500 ml.
  • Warka do 27.10.2016 r.

_mg_1890-cr2

Przy otwieraniu spotkałem się z z delikatnym gushingiem, co daje podobny efekt jak otwarcie napoju gazowanego zaraz po wstrząśnięciu – piwo miało lekki zamiar wyskoczyć z butelki. Jest to spowodowane tym, iż jest niepasteryzowane oraz niefiltrowane, do tego deadline przydatności jest bliżej niż dalej – drożdże od czasu premiery zdążyły w nim delikatnie jeszcze popracować. Całe szczęście, że nie skwaśniało, he he 😉

Już po otwarciu tym razem zaskoczenie – z butelki wręcz uderzyło aromatem! Wprawdzie premiera była nie aż tak dawno, ale generalnie piwa wysoko chmielone tracą z czasem na aromacie i najlepiej go oddają na świeżo. Bije w nozdrza zapach owoców tropikalnych,  na pierwszy plan wychodzi mango. Po przelaniu dochodzi do tego delikatna nuta kwaskowa. Nie wyobrażam sobie jak to piwo musiało pachnieć tuż po premierze, skoro cały czas jest tak intensywne, powala wręcz aromatem. A jak się prezentowało? Barwa słomkowa, nieprzejrzysta, czapa piany całkiem spora, choć szybko zanikająca, pozostająca delikatnie na ściance pokalu.

Przy otwieraniu myślałem, że będzie trochę przesycone, jednak jak się okazało nie było wcale tak źle. Wręcz przeciwnie, w połączeniu z płatkami owsianymi piwo było musujące oraz aksamitne! Wspomniane płatki dały efekt gładkości oraz spowodowały, iż piwo nie było wodniste. Choć jest ono zdecydowanie wytrawne, to wyżej wspomniane cechy nadają piwu pełni smaku. Pijąc to piwo, odczucie w ustach jest niesamowicie przyjemne.

W smaku rzuca się znowu owocowość, będąca potwierdzeniem tego co w aromacie oraz zdecydowanie wyraźniejsza kwaskowość (choć nie przesadzona). Goryczka na bardzo delikatnym poziomie, śmiem twierdzić iż jest niemal niewyczuwalna dla przyzwyczajonego do mocno chmielonych piw przeciętnego beergeeka. To wszystko składa się na znakomity balans, jakiego można doznać w tym piwie. Pod względem tekstury i odbioru, to piwo jest perfekcyjnie wykonane.

Sporządzając notatki z degustacji, bałem się iż wypije to piwo za szybko i nie zdążę w ten sposób zanotować wszystkiego! Piwo jest niesamowicie pijalne, co chwilę chce się sięgnąć po kolejny łyk. Powstrzymywałem się i próbowałem doszukać się czegoś, co będzie mi w tym piwie przeszkadzało. Nie ma. W tym piwie nie ma niczego, co by mi w jakikolwiek sposób nie odpowiadało. Nie mam się do czego przyczepić. Choćbym chciał, to nie ma. Żeby nie było – nie jestem hejterem, nawet jeżeli piwo mi smakuje, to robię to tylko po to, by wyróżnić piwa bardzo dobre od dobrych. Werdykt okazał się jednogłośny – to piwo jest bardzo dobre.

Śmiało i z przyjemnością stwierdzam, iż jest to moje osobiste TOP 3 jeśli chodzi o styl. To co Browar Stu Mostów zapowiedział się sprawdziło – jest to idealna pozycja zarówno dla miłośnika mocnych chmielowych wrażeń, jak i kwasów. Jak to się mówi: Chapeau bas, Browarze Stu Mostów!  To piwo tylko potwierdza, że na kolejne piwa z serii ART, należy czekać z niecierpliwością i można spodziewać się czegoś naprawdę wyjątkowego.

Polub i udostępnij: